Spóźniona sprawiedliwość. Po 21 latach odzyskał niecały 1 mln zł. Wcześniej stracił firmę, majątek i żonę

Przez bezprawnie naliczony przed laty podatek Jarosław Chojnacki stracił przedsiębiorstwo, dom, cały majątek i żonę, która z powodu problemów finansowych popełniła samobójstwo. Po 21 latach walki z urzędnikami celnymi współwłaścicielowi firmy Cristhine zwrócono nadpłacony podatek akcyzowy – niecały 1 mln zł – plus część odsetek.

Teraz Jarosław Chojnacki założyciel firmy Cristhine postanowił doprowadzić do tego, by urzędnicy gdyńskiej Izby Celnej (to służby celne zajmują się podatkiem akcyzowym), którzy doprowadzili do upadku jego firmę, ponieśli odpowiedzialność karną i odszkodowawczą. Wystąpił na drogę sądową.

Przedsiębiorstwo zajmujące się konfekcjonowaniem kosmetyków prowadził w Kartuzach wraz z żoną Krystyną. To ona opowiedziała mi historię ich firmy i poprosiła o dziennikarską interwencję. Tak powstał mój, jak się okazało, spóźniony reportaż „Jedna firma, jedno życie”.

Ostatni mail od Krystyny

Maj 2014 rok. „Ostatnią rzeczą, którą napisała moja małżonka, był mail do Pani. Uważała, że niesprawiedliwość dzieje się głównie w zaciszu gabinetów urzędniczych i wygłuszonych sal sądowych, dlatego bardzo liczyła na opublikowanie Pani artykułu w »Gazecie Wyborczej«. Dzisiaj już nie żyje, umarła w poczuciu niewyobrażalnej niesprawiedliwości. Proszę Panią o kontynuowanie sprawy” – napisał do mnie Jarosław Chojnacki dzień po śmierci żony.
Konfekcjonowanie nie produkcja

Chojnaccy w kosmetyczny biznes weszli na początku lat 90. Zachodni puder w dużych bryłach, tusz do rzęs i szminkę przepakowywali do eleganckich opakowań z logo swojej firmy. Sprzedawały się.

To był pierwszy rok obowiązywania akcyzy w III RP. To podatek pośredni nałożony na niektóre wyroby konsumpcyjne.

Płacą go kupujący, bo wliczany jest w cenę. Kosmetyki to towar akcyzowy. – Biznes szedł świetnie. Do momentu, kiedy pod koniec 1993 r. naszą firmę obłożono bezprawnie podatkiem akcyzowym, chociaż my nie produkowaliśmy kosmetyków, a jedynie je konfekcjonowaliśmy – opowiada Chojnacki.

– To, że nie łamaliśmy przepisów, we wrześniu 1993 r. potwierdził Urząd Skarbowy w Kartuzach. Ale trzy miesiące później, w grudniu, urzędnicy zmienili zdanie i naliczono nam 580 mln starych złotych podatku. Od razu zablokowano konta bankowe i zabrano z nich pieniądze.

Pierwszy raz z potyczki z fiskusem Chojnackim udało się wyjść cało. Naczelny Sąd Administracyjny uchylił wtedy decyzję urzędu. Skarbówka się z nimi rozliczyła.

Ale w maju 1996 r. Ministerstwo Finansów wydało rozporządzenie, które mówiło o tym, że ci, którzy „powiększają wartość wyrobów”, muszą odprowadzać akcyzę. Chojnaccy nie wiedzieli, czy powiększają, więc poprosili ministra finansów o wykładnię prawną. Dowiedzieli się, że mają płacić wysoką akcyzę.

Co ciekawe, Chojnaccy pokazali mi decyzje skarbówki dotyczące innych firm ówcześnie konfekcjonujących kosmetyki, z których wynikało, że otrzymały inną interpretację przepisów, albo wprost umarzano im podatek.

Chojnaccy nie wytrzymywali konkurencji. Brali kredyty, by odprowadzać akcyzę. Popadli w kłopoty finansowe. I dalej walczyli przed sądami administracyjnymi, wydając pieniądze na prawników.

gazeta.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *