Policjant sam sobie wlepił mandat

Policjant z Białogardu w Zachodniopomorskiem sam sobie wystawił mandat na kwotę 20 złotych. Dlaczego? Bo nie chciał mieć nieprzyjemności, za to, że podczas służby nie udało mu się nikogo ukarać. „To jest skandal. W Komendzie Powiatowej Policji w Białogardzie panuje napięcie. Napięcie to spowodowane jest naciskami kierownictwa jednostki dotyczącymi pogoni za tzw. „wynikami”. Policjanci plutonu patrolowego mają nakładać mandaty za byle wykroczenia” – napisał do nas internauta na uprzejmiedonosze@policyjni.pl. Jak relacjonował, naczelnik wydziału prewencji ogłosił podwładnym, że będą ponosili konsekwencje służbowe, jeśli nie nałożą przynajmniej jednego mandatu na służbę. Pouczeń miało nie być w ogóle.

Doprowadziło to do tego, że 3 grudnia br., policjant po spokojnej nocnej służbie, podczas której nie stwierdził wykroczeń, wlepił mandat sam sobie . Stwierdził, że nie chce mieć nieprzyjemności i że żeby ich uniknąć gotów jest tak robić na każdej służbie.

Co więcej według naszego informatora, przełożony policjanta nie miał nic przeciwko takiemu wypełnianiu zadań. Zgłosił tylko uwagę, żeby funkcjonariusze będąc w patrolu we dwójkę, wystawiali sobie mandaty wzajemnie, a nie sami sobie.

Rzeczywiście mandat był

– Rzeczywiście taka sytuacja miała miejsce. Policjant wystawił sobie mandat ’20-złotowy' za przechodzenie przez tory w niedozwolonym miejscu – przyznaje w rozmowie z TOK FM rzecznik białogardzkiej policji aspirant sztabowy Jerzy Zachaczewski. – Z policjantem ma rozmawiać komendant powiatowy, żeby wyjaśnić sprawę. Komendantowi zależy bowiem nie tylko na dobrze wykonywanej służbie, ale też na dobrej atmosferze w komendzie – dodaje.

Rzecznik zaprzecza natomiast, że były jakiekolwiek naciski na policjantów, żeby wystawiali mandaty zamiast pouczeń, czy żeby przynosili z każdej służby przynajmniej jeden mandat.

„Nie wierzę”

Zdziwiony całą sprawą jest Mariusz Sokołowski, rzecznik Komendy Głównej Policji. Początkowo nie mógł nawet uwierzyć, że coś takiego miało miejsce. – Komenda Główna nie rozlicza komend wojewódzkich z liczby wystawionych mandatów – mówi. – Dla nas ważne jest, żeby w danym rejonie było bezpiecznie. Nakładanie mandatów dla statystyki nie prowadzi do niczego dobrego. A jeśli taka sytuacja miała miejsce to jest ona dla mnie kuriozalna. – dodaje.

– Ta historia nie powinna się wydarzyć. Przełożeni tego przełożonego powinni z tego wyciągnąć wnioski – mówi Sokołowski. Z naszych informacji wynika jednak, że przynajmniej na razie białogardzki komendant powiatowy, żadnych konsekwencji wobec przełożonego policjanta wyciągać nie zamierza.

Problem z pouczeniem powtarza się

Sygnały o zakazach pouczania i nakazach karania mandatami za najmniejsze wykroczenie od jakiegoś czasu docierają do nas z różnych miejsc Polski. – Zabroniono nam pouczać ludzi i zobowiązano, żeby każdą interwencję kończyć mandatowo – mówił nam jeden z policjantów pracujących w warszawskiej drogówce. Jak stwierdził 80 procent mandatów wlepiają teraz za bzdury.

Po publikacji na ten temat odezwali się inni policjanci z całej Polski, którzy mają podobne problemy z pouczaniem, m.in. z Łodzi, Lublina, Pomorza i z innych części województwa mazowieckiego. – Jeszcze do niedawna nie mogliśmy pouczać złodziei sklepowych, którzy kradną jedzenie, przysłowiową bułkę. Komendant zgodził się na to dopiero po ciężkiej awanturze – mówi nam jeden z łódzkich policjantów. Podobne głosy dotarły do nas też z jednej z podwarszawskich miejscowości. – Zaczynamy służbę o godzinie ósmej. Zdarza się, że o 8.30 komendant wzywa nas na dywanik i sprawdza ile już mandatów wlepiliśmy – informował nas funkcjonariusz z prewencji.

gazeta.pl