Prokurator ustawiał śledztwa? 40 tys. zł za korzystny wyrok

PRZEGLĄD PRASY. Prokurator z Łomży miał przyjmować łapówki od gangsterów i na ich zlecenie „ustawiać” śledztwa – pisze „Rzeczpospolita”. Gazeta powołuje się na zeznania skruszonego gangstera Mariusza S., pseudonim „Maniek”. Twierdzi on, że prokurator Jacek Cholewicki z Łomży przez wiele lat chronił działalność gangu, do którego należał. Prokurator miał nie tylko umarzać za łapówki śledztwa przeciwko gangsterom, ale też przekazywać informacje o toczących się postępowaniach i umawiać przestępców z lokalnymi samorządowcami. Mariusz S. zeznał między innymi, że zapłacił prokuratorowi 15 tysięcy złotych za umorzenie śledztwa w sprawie wypadku samochodowego, w którym zginął człowiek.

Prokurator miał też doprowadzić do wycofania apelacji, złożonej przez łomżyńską prokuraturę w sprawie innego gangstera, Roberta Sz. Za korzystny wyrok Sz. miał zapłacić sędziemu 35 lub 40 tysięcy złotych. Według „Rzeczpospolitej”, w 2007 roku Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku wszczęła śledztwo w sprawie przyjmowania łapówek przez prokuratora . Zostało ono jednak umorzone, gdyż sąd dyscyplinarny dla prokuratorów dwukrotnie odmówił uchylenia jego immunitetu. Prokurator nadal pracuje w łomżyńskiej Prokuraturze Okręgowej. Dziennikarzom nie udało się z nim skontaktować.

Źródło: „Rz”

Sąd w USA: „Jogurty nie podnoszą odporności”. Dannon ma zapłacić 21 mln dol. kary

Firma Dannon zgodziła się wypłacić 21 mln dol. tytułem odszkodowania za wprowadzające konsumentów w błąd reklamy jej produktów – jogurtu Activia i napoju DanActive. Odszkodowanie jest elementem ugody pozasądowej zawartej z władzami stanowymi i federalnymi.
Firma jest częścią francuskiego koncernu spożywczego Danone. Produkuje głównie produkty mleczne. W USA działa pod nazwą Dannon.

W swoich reklamach firma głosiła, że bakterie zawarte w jogurtach Activia wspomagają regularne funkcjonowanie przewodu pokarmowego, a napój DanActive podnosi odporność organizmu. Informacje te były także zamieszczane na opakowaniach produktów.

Według amerykańskiej Federalnej Komisji Handlu (FTC) nie ma wystarczających danych naukowych na poparcie takich tekstów promocyjnych. Komisja podała, że zawarła ugodę z firmą Dannon. Podkreśliła też, że Dannonowi nie wolno było posługiwać się w celach promocyjnych informacjami, które nie zostały potwierdzone przez Amerykańską Agencję ds. Żywności i Leków (FDA).

„Konsumenci chcą prawdy”

Prokuratorzy generalni z 39 stanów ogłosili w środę, że Dannon wypłaci 21 mln dol. odszkodowania w ramach ugody pozasądowej. Postępowanie 39 stanów przeciw Dannonowi, któremu przewodzili prokuratorzy z Oregonu (zachód) i Tennessee (środkowy wschód), doprowadziło do największej w historii ugody między producentem żywności a oskarżycielami reprezentującymi wiele stanów.

– Konsumenci chcą i mają prawdo do prawdziwej informacji w sprawach dotyczących zdrowia – powiedział szef FTC Jon Leibowitz w oficjalnym oświadczeniu. – Firmy takie jak Dannon nie powinny przesadzać, gdy chodzi o naukowe dane użyte dla promocji produktu – dodał Leibowitz.

Śledztwo ws. pedofilii: Watykan odmówił współpracy

Watykan odmówił współpracy w śledztwie irlandzkim dotyczącym molestowania seksualnego dzieci przez księży w Dublinie – wynika z informacji ujawnionej przez portal Wikileaks. Według Stolicy Apostolskiej wnioski składane w tej sprawie nie były zgodne z procedurami – pisze brytyjski „Guardian”.
Według depeszy wysłanej z ambasady USA w Rzymie, wnioski o udzielanie informacji, skierowane do Stolicy Apostolskiej, „uraziły wielu ludzi w Watykanie, gdyż uważali je oni za zniewagę wobec suwerenności” kościelnego państwa. Irlandzka komisja sędzi Yvonne Murphy, która bada przypadki pedofilii w irlandzkim Kościele, zwróciła się bowiem do przedstawicieli Watykanu bezpośrednio, z pominięciem drogi dyplomatycznej – pisze dziennik „Guardian”.

Komisja powinna respektować procedury Watykanu?

W Watykanie wywołało to wściekłość. Irlandzki rząd usłyszał, że nie pilnuje, by komisja śledcza respektowała watykańskie procedury ubiegania się o informacje. Irlandzki ambasador w Watykanie Noel Fahey określił okres gniewu Stolicy Apostolskiej jako „najtrudniejszy kryzys, z jakim miał do czynienia” – wynika z depeszy opublikowanej przez Wikileaks. Sam Watykan odrzuca amerykańskie interpretacje.

– Ujawniane przez portal Wikileaks depesze amerykańskiej dyplomacji na temat Watykanu nie przedstawiają stanowiska Stolicy Apostolskiej – oświadczył w sobotę jej rzecznik ksiądz Federico Lombardi.

Skandal pedofilski w irlandzkim Kościele katolickim

Raportu komisji Yvonne Murphy na temat pedofilii w irlandzkim Kościele został opublikowany w listopadzie 2009 r. W atmosferze ogromnego skandalu z funkcji ustąpiło m.in. czterech irlandzkich biskupów. Piąty został odwołany przez papieża Benedykta XVI. 20 marca 2010 papież napisał w liście do irlandzkich katolików, że dzieli z nimi „przerażenie i poczucie zdrady” z powodu „grzesznych i przestępczych czynów”, jakich dopuścili się irlandzcy księża.

PAP

Artyści i druciarze

Część pierwsza. Już od sześciu lat Polska, niczym wielki odkurzacz, czyści rynki europejskie ze starych aut. Kto najwięcej na tym zarabia i kto na tym traci?
Myślałem, że nic mnie już nie zdziwi – mówi Artur Szlupowicz, właściciel nieistniejącego dziś „garażoparkingu Łomianki”. – Aż do tamtego ranka, kiedy przywieźli mi stertę poszarpanej blachy. Od holownika dowiedział się, że to Mercedes W124. Od policji, że rozbił się na Wisłostradzie: „Jechał ze 150, a jak nas zobaczył, jeszcze przyspieszył. Nim rozpędziliśmy radiowóz, było po wszystkim – merc przygrzmocił w filar wiaduktu „.

Ale najciekawszego dowiedział się od rzeczoznawcy: „Ten pojazd złożono z trzech różnych, wyprodukowanych w odstępie kilku lat”.

To był początek lat 90. Wcześniej składaki kojarzyły się z dużymi fiatami, które taniej było złożyć z części (o ile ktoś miał do nich dostęp), niż kupić w całości. – Tamta E-klasa to był pierwszy „zachodni” składak, jaki tu trafił – wspomina Szlupowicz. – Potem było ich sporo. Nauczyłem się je rozpoznawać, bo rozpadały się w niespotykany sposób i ze smutnymi konsekwencjami. Jak passat, który po prostu złamał się w połowie. Równiutko. Z początku myślałem, że ktoś go przeciął, aż zobaczyłem resztki spawów. Stał tu długo z kwiatkami na fotelu od rodziny. Mówili, że auto jechało do Rumunii w konwoju innych, kupionych gdzieś w zachodniej Polsce.

Szlupowicz w parking już się nie bawi. – Widywałem krew i kępy włosów na przedniej szybie. Myślałem, że się oswoję, ale nie – przyznaje i przytacza historie śmieszne i straszne: – Raz przywieziono wóz, który w nocy zaczął wyć. Gdy pracownik chciał uciszyć alarm, pod fotelem znalazł odcięte palce. Przyszedł mnie obudzić, a wtedy do auta wtargnęły psy. Do dziś nie mogę uwierzyć, że ganiałem psy po nocy, by im odebrać odcięte ludzkie palce…

Lekcja pierwsza: jeśli chcesz żyć z używanych samochodów, musisz mieć nerwy ze stali.

Nagabywany przez znajomych, czy nie wszedłbym z nimi w ten biznes, postanowiłem notować wnioski. O tym, że handlując autami, „twardym trzeba być, nie miętkim”, przekonam się jeszcze nie raz.

Szybcy lub głodni

Twardości nauczył handlarzy rynek. Coraz trudniejszy. Pod koniec lat 90. Polacy rozsmakowali się w nowych samochodach – w 1999 r. sprzedano ich 660 tys. Import używanych pełzał, w 2003 r. nie przekroczył 35 tys. sztuk.

– Wtedy nie można było rejestrować aut starszych niż dziesięcioletnie – wspomina Wojciech Drzewiecki z Instytutu Badań Rynku Motoryzacyjnego „Samar” („Nie wie pan, że ktokolwiek bierze się za ten temat, zaraz jest oskarżany o wspieranie producenckiego lobby?”). – Do 2000 r. stawiano na rozwój rynku wewnętrznego. Weszli nowi producenci, sprzedaż nowych aut skoczyła. I nagle wszystko się zmieniło. Rolę kreatora rynku przejął minister finansów. Najważniejsze stały się wpływy do budżetu. A więc zaczęto podwyższać podatek akcyzowy i majstrować przy prawie. W ciągu dekady 17 razy zmieniano przepisy. Sprzedaż nowych aut spadła przeszło o połowę. Za to używanych…

Na moment wejścia do Unii i otwarcia granic naród czekał w blokach startowych. Import używanych aut wzrósł 50-krotnie (czemu sprzyjało naliczanie akcyzy od deklarowanej, a więc radykalnie zaniżanej wartości pojazdu), osiągając apogeum w 2008 r. (oficjalnie 1 103 970 sztuk). Jakich aut?

– Co tu kryć, głównie przechodzonych rzęchów. Liczyła się tylko cena i to, że zachodni – przyznaje pan Mariusz z Piły, importer z 20-letnim stażem. Na wieść, że jestem dziennikarzem, stwierdza: – No tak, kiedy import wzrasta, lobby dilerów protestuje. Błąd. Teraz są inne czasy i inne auta. Kiedyś dziesięcioletni wóz to była tragedia. Miał rozregulowany gaźnik, nie spełniał żadnych norm. A dziś? dziesięciolatek to pojazd z 2000 roku. Nikt mi nie powie, że BMW 7 sprzed dekady to rzęch.

Pan Mariusz organizuje wycieczki dla wymagających klientów. Bierze 1000 zł od głowy. Ogłasza się w internecie i uważa, że taki rozgłos mu wystarczy. Jest logiczny i przekonujący. Powiada, że zakup w Niemczech dwu-trzyletniego auta od pierwszego właściciela, z książką serwisową i dobrą historią, to najbardziej racjonalny wybór: – Za te pieniądze wyjechałby pan z salonu autem dużo niższej klasy. A trzyletnie audi, bmw i mercedesy jeszcze za dziesięć lat będą spełniały normy bezpieczeństwa i czystości spalin.

Tyle że „racjonalny” nie znaczy „tani”. Kiedy Szymon Dziawer, wicenaczelny „Świata Motocykli”, a prywatnie miłośnik mercedesów, udał się na Zachód po najmocniejszą E-klasę z początku produkcji, dokonał dwóch bolesnych odkryć: • bardzo trudno utrafić tam starsze, ale zadbane auto, • a jeśli się uda, trzeba za nie dać dużo więcej niż w Polsce.

– Objechałem Szwajcarię i nic – wspomina. – Dopiero w niemieckiej Konstancji znalazłem coś wartego uwagi: mercedesa W 124 E 500 z 1991 r. kupionego, co ciekawe, w Szwajcarii. Spytałem właściciela komisu SBM Automobile, jak to możliwe, że jemu się udało, a mnie nie. A ten mówi, że ma znajomych w paru firmowych salonach. I jak trafi im się klient gotów zostawić w rozliczeniu swoje ukochane 15-letnie auto, to wtedy dają mu cynk.

Pan Mariusz kiwa głową: – Cóż, jeśli jest na tym świecie coś do zeżarcia, to zaraz ktoś to zeżre. Tak jest w przyrodzie, tak jest na tym rynku. Nie kupi pan superauta w supercenie – zadbanego i taniego. Wyprzedzą pana. Ktoś stąd nigdy nie będzie szybszy od handlarzy stamtąd!

Lekcja druga: musisz być szybki, bo ci zeżrą, co najlepsze, i zostawią ochłapy. A potem każą sobie słono płacić za co bardziej smakowite kąski.

Z Niemiec Szymon wyjechał lżejszy o 12,5 tys. euro. Komis zarobił na nim co najmniej 1,5 tys. Kolejny tysiąc euro pochłonęły opłaty celne i rejestracyjne. I jedynie rekordowo mocny wtedy złoty sprawił, że szwajcarsko-niemiecki mercedes kosztował go „tylko” 40 tys. zł. Tymczasem w Polsce takie auta można kupić już za…20 tys. zł. – Oglądałem je wszystkie jeszcze przed wyjazdem – zapewnia. – Ponętne na zdjęciach, a w realu zmęczone i skundlone częściami ze szrotu lub od tańszych wersji.

Na marginesie: to, co wypisują sprzedający, do tego, co zastaje kupujący, ma się jak zbiór pobożnych życzeń do księgi skarg i wniosków.

Pochylamy się nad kilkoma ogłoszeniami, Szymon rozpoznaje starych znajomych: – O, „Rarytas dla konesera, auto w znakomitym stanie technicznym, bez wkładu finansowego”. No myślałby kto. Na miejscu odkrywasz, że nie działa w nim połowa rzeczy. Sprzedawca zdziwiony, bo dla niego znakomity stan techniczny oznacza tyle, że auto co rano zapala i jeździ.

Podobne rozbieżności budzi słowo „bezwypadkowy”. Takim może okazać się samochód popowodziowy lub taki, który ma wymienione wszystkie błotniki i połowę szyb.

Różnie interpretować można nawet liczby. Auto np. z 2004 r. potrafi być zarejestrowane w październiku 2003 r., ale że „to prawie koniec roku”, sprzedający „zaokrąglił datę w górę”. Liczy, że jak ktoś połknie haczyk i przyjedzie, to nie będzie chciał wracać z pustymi rękami.

Lekcja trzecia: choćby zdjęcie w ogłoszeniu przedstawiało siódmy cud świata, nie wierz w opis poniżej. A jeśli sam dajesz ogłoszenie, napisz o aucie to, co sam chciałbyś przeczytać.

Szymon wie, że nigdy nie odzyska włożonych pieniędzy, ale pociesza się, że jego auto nie kryje niespodzianek. Choć… Ostatnio stropił go artykuł w niemieckiej prasie, w którym prokuratura zarzuca właścicielowi komisu SBM Automobile „tachomanipulation”, czyli cofanie liczników.

– Tam przynajmniej to ścigają – mów pan Mariusz. – A u nas? W takim np. Pleszewie „tachomanipulation” jest tak oczywiste jak pompowanie kół.

Stolica iluzji, lor i mercedesów

Choć sądząc po ogłoszeniach internetowych, cofanie liczników ma się dobrze w całej Polsce, Pleszew zaintrygował mnie szczególnie. Nie tylko dlatego, że jest to „najbardziej samochodowo bandyckie miejsce w Europie Środkowej”, jak rekomenduje je pan Mariusz, ale także ze względu na zdolności przystosowawcze tysięcy mieszkańców, którzy wyczuli koniunkturę i uczynili z importu aut sposób na życie. I to całkiem wygodne, sądząc po skali rozmachu i samochodach.

Powiedzenie „szewc bez butów chodzi” tym razem nie oddaje prawdy. „Buty” Pleszewian mogą się podobać w Krakowie, Poznaniu czy Warszawie. Niektórzy zmieniają je kilka razy w roku.

– Merole, beemki, wypasione terenówki, takich tu najwięcej. Ponoć nigdzie na głowę nie wypada tyle mercedesów co u nas – nie bez dumy zauważa Piotr Żuchowski, który od 21 lat ściga auta z Zachodu i sam jeździ „pięcioletnim okularem”. – Zacząłem od Austrii. A jak rynek zawalili Czesi z Węgrami, to się przesunąłem do Niemiec. Ale pojawili się tam Rosjanie i podwyższyli ceny. To przeniosłem się do Belgii i tak już zostało.

Belgia i Francja to główne rewiry motoryzacyjnych łowów pleszewian. Ale też mieszkańców Kalisza, Konina, Chodzieży, Szamocina, Trzcianki, Jarocina i innych wielkopolskich miast (Poznań i okolice przodują w imporcie używanych aut, Warszawa jest o 40 proc. gorsza). Na obczyźnie nasi rodacy rywalizują z Bułgarami, Turkami i obywatelami byłej WNP. Mimo to wracają z tarczą, a konkretnie z lorami pełnymi aut. – Na jedną wchodzi zwykle dziewięć sztuk – mówi Żuchowski.

– Na piętrową lorę wchodzi circa siedem aut – koryguje pan Mariusz. – Ci handlarze upychają ich więcej, bo co robią?

– Stawiają je na sztorc? – zgaduję.

– E tam, nie muszą. Te auta często nie mają przodów – wyjaśnia pan Mariusz.

Mnie jednak bardziej ciekawi, jak pleszewiacy rozwiązują inny matematyczny paradoks: kupują auta tam, gdzie kosztują drożej, sprzedają tam, gdzie kosztują taniej, po drodze opłacają akcyzę (naliczaną teraz nie według widzimisię, ale tabelek Eurotaksu), i jeszcze na tym zarabiają.

Paradoks okazuje się pozorny. Głosem zdradzającym politowanie pan Mariusz wyjaśnia dlaczego: – Tam kupują złomy, tu sprzedają „cacka”. Po drodze te auta rewitalizują. Tamtejsi handlarze i mechanicy to jakby skrzyżowanie trzech postaci: Kaszpirowskiego, Uri Gellera i Davida Copperfielda. Mogą uzdrowić, nagiąć, zniknąć albo wyczarować. Co pan chce.

Lekcja czwarta: szykowanie auta na sprzedaż to dziś sztuka iluzji. Jeśli sam jej nie posiadłeś, musisz postarać się o dobrego magika. Wydatek szybko się zwróci.

Z rosnącym podziwem wypytuję pleszewskich handlarzy o kulisy ich pracy. Dowiaduję się, że w mieście jest 200 lor (piętrowych przyczep), na Zachód wożą nowe auta z Gliwic (Ople) i Poznania (VW), a z powrotem używane. Na 100 aut 95 to diesle („mniej palą i mają wygarnięcie”). Jakie idą najlepiej? Niemieckie. A najgorzej? „Włoszczyzna i koreańce”. Uszkodzone? A owszem, bywają. „Czasem mocno trzepnięte, bez dachu, nadpalone lub po powodzi. Belgowie trzymają je dla Polaków, sami nie kupują”. Co robią nasi handlarze? „Jedni sprzedają takie, jak przywieźli, uderzone z wywalonymi poduchami, inni picują”. W Pleszewie i okolicach para się tym armia ludzi – prócz blacharzy, lakierników i elektryków są tam ekipy wymieniające szyby, czyszczące fotele, piorące dywaniki itp. Są też oddziały intensywnej terapii samochodowej wyposażone w profesjonalne ramy do prostowania i naciągania karoserii. Łatwiej potem naciągnąć klienta na „bezwypadkowe” auto, chociaż…

– Często są to odrzuty z ubezpieczalni belgijskich i niemieckich, których nikt nie chciał tam naprawiać. Poskładane z kilku, ze szpachlą na dwa palce. Niech pan trzyma się od nich z daleka – przestrzega pan Mariusz z Piły.

Internet potwierdza te słowa – wystarczy na motoAllegro wpisać „ćwiartka”. Kiedyś kojarzone ze świnią przewożoną w bagażniku, teraz bardziej z samym bagażnikiem, słowo to najwyraźniej przeżywa renesans. Dzięki mechanikom, którzy kupują ćwiartki aut, bo nie bawią się w półśrodki.

– Artysta zrobi wózek dobrze – zapewnia pan Jacek z Pleszewa. – A druciarz? Byle taniej: na zewnątrz jak cię mogę, a pod spodem niechlujnie ponaciągane i pospawane. Często stoją obok siebie na placu – okazja, a obok mina.

– Można się oszukać?

– Można. Wsiada pan do czyściutkiego lśniącego pięcioletniego auta, przekręca kluczyk i odjeżdża, nie wiedząc, że to składak albo topielec. Raz sam wszedłem na minę. Kupiłem w Belgii ładne auto w dobrej cenie, nie poznałem, że popowodziowe. Dopiero elektryk odkrył.

O tym, że „Zachód się wycwanił” słyszę nie raz. – Nawet w Niemczech liczniki zaczynają cofać i książki serwisowe podrabiać! – pan Jacek ubolewa nad upadkiem obyczajów. – Mało! Niektórzy próbują zmieniać Briefy [karty pojazdu], by wyglądało, że właściciel to emeryt, bo po emerycie najwięcej chętnych. Trzeba uważać!

Oryginalną książkę serwisową można kupić w internecie za 75 zł.

Pojedynek wzrokowców

W oddalonym o 470 km Jaśle handlarze mają te same problemy.

– Jak ma się kilkaset fur na koncie, to się wpadkę zaliczy. Kiedyś samochód w powrotnej drodze mi się zapalił – wspomina pan Andrzej, któremu teraz dla odmiany daje mu się we znaki woda. A ściślej powódź, z którą kojarzone jest Podkarpacie, i która rozbudziła podejrzenia klientów. – Wcześniej żeniłem auto w tydzień, teraz stoi półtora miesiąca.

O swoich kolegach z Wielkopolski mówi dyplomatycznie. – Są różni. Utarło się, że pleszewiaki ściągają samochody młode, ale mocno bite. U nas idą inne – starsze, 10-12-letnie, ale nie porozbijane.

Średni przebieg? – Ponad 300 tys. km. Jak na Zachodzie ktoś kupuje diesla, to nie po to, żeby mu stał. No więc trochę je poprawiamy i opychamy po 15-20 tys. zł. W miesiącu mogę obrócić i dziesięć razy. Gdy mam auto nagrane w Niemczech to wyjeżdżam i wracam jednego dnia. Jak wybieram? Szybko, pięć-dziesięć minut.

Podobnie Piotr Żuchowski z Pleszewa: – Ja nie chodzę z czujnikami. A i tak widzę, czy samochód ma dobrą linię, wąskie szparki. Jeszcze tylko odpalam silnik i to tyle. Bo gdy stoi na placu w trzecim rzędzie, o jeździe próbnej nie ma mowy.

Ci, co picują, wiedzą, że 90 proc. ludzi kupuje oczami. Im lepszy wzrokowiec przygotuje auto, tym więcej wzrokowców na nie spojrzy. A w Pleszewie łatwo dostać oczopląsu. Na blisko 100 placach czeka na klientów ponad 3 tys. aut jednocześnie. Nie licząc tych, które sprzedaje się wprost z lor.

Lekcja piąta: oko to podstawa. Musisz mieć wyczucie harmonii i symetrii. Jeśli mieszkając w bloku z wielkiej płyty, nie widzisz krzywych ścian, nie bierz się za auta. A jeśli, to za ciężarówki.

Klienci? Różni. – Przyjeżdżają handlarze, którzy kupują uszkodzone, bo mają warsztaty i reperują, a potem sprzedają. Przyjeżdżają prywatni. Po całe i po walnięte, bo sami chcą zobaczyć, jak mocno. Przyjeżdżają nawet oficjalni dilerzy. Szukają aut rocznych, a najlepiej tegorocznych. Naprawiają je i sprzedają jako nowe z serwisu. Cała Polska u nas kupuje. Siedem dni w tygodniu – mówi pan Piotr.

W grudniu liczba aut sprowadzonych po 2003 r. przekroczy 6 mln. Żaden kraj w okolicy nawet nie zbliżył się do tej wartości. Co dziś ściągamy? Przeważnie dziesięcioletnie volkswageny, ople, fordy i renaulty. Na naszych drogach pojeżdżą jeszcze pięć-siedem lat. Część bez przygód, część tak. Zważywszy, że ponad jedna trzecia tych samochodów była uszkodzona, aż niewiarygodne, że nie widać tego w statystykach wypadków. Tu zamiast awarii układu kierowniczego, hamulców czy zawieszenia tradycyjnie króluje nadmierna prędkość. Nie inaczej było ze wspomnianym na wstępie mercedesem składakiem. Rzeczoznawca: – Owszem, jechał zbyt szybko, ale – na moje oko – nim uderzył w filar, rozsypał mu się układ kierowniczy, a koła rozjechały na boki.

– W takich autach łatwiej o wypadek i trudniej o przeżycie. Zwłaszcza gdy zamiast poduszek powietrznych mają tanie zaślepki – insp. Janusz Staniszewski z gdańskiej drogówki.

– Dopóki przegląd techniczny będzie u nas kwestią ceny i znajomości, dopóty będziemy świadkami, jeśli nie ofiarami, wypadków powodowanych przez samochody złomy, które sprowadza i naprawia nie wiadomo kto – irytuje się szef Samaru.

Do końca 2009 r. ponad 9 tys. podmiotów przyznało się do importu aut z zagranicy. Ile osób robi to pokątnie? Nie wiadomo. Według zgrubnych szacunków nawet 250 tys. osób może uczestniczyć w ściąganiu i sprzedaży aut, którymi potem jeżdżą miliony Polaków (wśród każdych dziesięciu samochodów jakie kupiliśmy w zeszłym roku, dziewięć było używanych i tylko jedno nowe).

– Niech pan sobie wyobrazi, że wychodzi premier i mówi: „Przykręcamy śrubę na używane samochody”. I może zapomnieć o reelekcji. Bo każdy chce kupować taniej – zapewnia pan Mariusz. – Wielu nie stać na nówkę, wielu stać, ale nigdy jej nie kupią, bo nie przeżyją masakrycznej utraty wartości w ciągu pierwszych lat. A ta wartość spada, w miarę jak przybywa tanich, używanych aut. I kółko się zamyka. Przepraszam, ale klient czeka, muszę lecieć, taki lajf…

Lekcja szósta i ostatnia: więc jak, wchodzisz? Wóz albo przewóz – musisz decydować szybko. A potem polubić częste wyjazdy, przydrożne bary i brudne toalety. Otuchy dodadzą ci koledzy z CB-radia. Dasz radę. Szerokości!

gazeta.pl

Policjant odpuścił kierowcy. Niska szkodliwość policyjnego czynu?

Argumentacja sądu jest dla nas kompletnie niezrozumiała – podkreśla prokuratura i odwołuje się od wyroku, bo zgodnie z nim policjanci, którzy podejrzanie łagodnie potraktowali kierowcę zatrzymanego do kontroli, nie poniosą żadnej kary. A sąd swoją decyzję uzasadnia: naszą Polską „głęboko zakorzenioną skłonnością do poszukiwania znajomości w celu załatwienia różnych spraw”.
Wszystko zaczęło się od podsłuchów, jakie jednemu z buskich policjantów założyło Biuro Spraw Wewnętrznych. Podejrzewano go o handel narkotykami. I na podejrzeniach się skończyło, bo żadnych dowodów nie znaleziono. Jednak BSW zainteresowało się kilkoma nagranymi rozmowami policjanta.

Chodzi m.in. o wydarzenia z 10 lipca 2009 roku. Policjanci w Busku zatrzymali do kontroli opla omegę, bo zignorował znak drogowy nakazujący jazdę w prawo. Podczas kontroli okazało się też, że ma nieważne badania techniczne.

Ale, jak czytamy w prokuratorskich zarzutach, policjanci nie zatrzymali kierowcy dowodu rejestracyjnego pojazdu, co powinni zrobić, nie dali mu mandatu w wysokości 250 złotych i pięciu punktów karnych. Ukarali go jedynie za niezapięte pasy. Zapłacił 100 złotych.

Dlaczego? Bo w międzyczasie pasażerka auta zaczęła szukać pomocy u rodziny, ktoś skontaktował się ze znajomym policjantem, a ten zadzwonił do podsłuchiwanego kolegi kontrolującego właśnie opla. I tak policjant dorobił się zarzutu i oskarżenia o nakłanianie swoich kolegów, by nie karali kierowcy opla, czyli do niedopełnienia obowiązków.

12 listopada sąd w Busku-Zdroju wydał wyrok, który wywołał spore poruszenie w prokuraturze.

Sąd przyjął co prawda, że policjanci nie dopełnili obowiązków, nie zatrzymując kierowcy dowodu rejestracyjnego, oraz że działali na szkodę interesu publicznego, ale umorzył postępowanie ze względu na niską szkodliwość społeczną czynu.

W uzasadnieniu sąd napisał m.in., że „w polskim społeczeństwie jest głęboko zakorzeniona skłonność do poszukiwania znajomości w celu załatwienia różnych spraw, a przy wykroczeniach drogowych powszechnym jest nakłanianie policjantów do wymierzenia mniejszej kary bądź odstąpienia od karania”. Zdaniem sądu jest to naganne, ale akceptowalne na tyle, że nawet prokurator nie oskarżył w tej sprawie kierowcy, który prosił policjantów, by nie zabierali mu dowodu rejestracyjnego.

W uzasadnieniu można też przeczytać, że sprawa co prawda dotyczy policjantów, którzy „muszą szczególnie czuwać nad przestrzeganiem prawa, ale z drugiej strony takie rozumowanie jest niesprawiedliwe, bo stawia jakby przed nawias tę grupę społeczną”.

– Nie rozumiemy takiej argumentacji sądu i nie zgadzamy się z tym, że czyn policjantów ma znikomy stopień społecznej szkodliwości. Wręcz przeciwnie. Nie można mówić o tym, że złamanie prawa przez policjanta jest mało społecznie szkodliwe, bo przecież to są stróże prawa i to oni mają czuwać, by nikt tego prawa nie łamał – podkreśla prokurator Sławomir Mielniczuk, rzecznik kieleckiej prokuratury. Dlatego prokuratura już przygotowuje apelację od wyroku buskiego sądu.

Zupełnie inne spojrzenie na sprawę ma mec. Sławomir Gierada, obrońca jednego z policjantów kontrolujących opla, a wcześniej podsłuchiwanego przez BSW.

– W tak bzdurnej sprawie jeszcze nie uczestniczyłem. Owszem, policjanci nie zabrali kierowcy dowodu rejestracyjnego, bo zapewnił, że natychmiast zrobi przegląd techniczny, pojechał do stacji diagnostycznej, która była 100 metrów dalej, i zrobił go. I jaka to jest szkodliwość społeczna, skoro ten kierowca dostał przecież mandat? – podkreśla Gierada.

O telefonie od policjanta mówi tak: – Zadzwonił, gdy już były wykonywane czynności z kierowcą, pytał, o co chodzi, nie naciskał, mój klient przekazał mu informacje, że kontrola się zakończyła.

Podnosi również, że podsłuch, który jest dowodem w tej sprawie, został przez BSW wykorzystany nielegalnie. – Bo przecież podsłuch był stosowany w innej sprawie, w związku z narkotykami a nie kontrolami drogowymi. Aby go wykorzystać, policjanci z BSW musieliby mieć zgodę sądu, której nie mieli – podkreśla adwokat.

Z zagadnieniami społecznej szkodliwości czynu buskich policjantów i dowodów z podsłuchów zmierzy się po apelacji prokuratury Sąd Okręgowy w Kielcach.

gazeta.pl

Policjant sam sobie wlepił mandat

Policjant z Białogardu w Zachodniopomorskiem sam sobie wystawił mandat na kwotę 20 złotych. Dlaczego? Bo nie chciał mieć nieprzyjemności, za to, że podczas służby nie udało mu się nikogo ukarać. „To jest skandal. W Komendzie Powiatowej Policji w Białogardzie panuje napięcie. Napięcie to spowodowane jest naciskami kierownictwa jednostki dotyczącymi pogoni za tzw. „wynikami”. Policjanci plutonu patrolowego mają nakładać mandaty za byle wykroczenia” – napisał do nas internauta na uprzejmiedonosze@policyjni.pl. Jak relacjonował, naczelnik wydziału prewencji ogłosił podwładnym, że będą ponosili konsekwencje służbowe, jeśli nie nałożą przynajmniej jednego mandatu na służbę. Pouczeń miało nie być w ogóle.

Doprowadziło to do tego, że 3 grudnia br., policjant po spokojnej nocnej służbie, podczas której nie stwierdził wykroczeń, wlepił mandat sam sobie . Stwierdził, że nie chce mieć nieprzyjemności i że żeby ich uniknąć gotów jest tak robić na każdej służbie.

Co więcej według naszego informatora, przełożony policjanta nie miał nic przeciwko takiemu wypełnianiu zadań. Zgłosił tylko uwagę, żeby funkcjonariusze będąc w patrolu we dwójkę, wystawiali sobie mandaty wzajemnie, a nie sami sobie.

Rzeczywiście mandat był

– Rzeczywiście taka sytuacja miała miejsce. Policjant wystawił sobie mandat ’20-złotowy' za przechodzenie przez tory w niedozwolonym miejscu – przyznaje w rozmowie z TOK FM rzecznik białogardzkiej policji aspirant sztabowy Jerzy Zachaczewski. – Z policjantem ma rozmawiać komendant powiatowy, żeby wyjaśnić sprawę. Komendantowi zależy bowiem nie tylko na dobrze wykonywanej służbie, ale też na dobrej atmosferze w komendzie – dodaje.

Rzecznik zaprzecza natomiast, że były jakiekolwiek naciski na policjantów, żeby wystawiali mandaty zamiast pouczeń, czy żeby przynosili z każdej służby przynajmniej jeden mandat.

„Nie wierzę”

Zdziwiony całą sprawą jest Mariusz Sokołowski, rzecznik Komendy Głównej Policji. Początkowo nie mógł nawet uwierzyć, że coś takiego miało miejsce. – Komenda Główna nie rozlicza komend wojewódzkich z liczby wystawionych mandatów – mówi. – Dla nas ważne jest, żeby w danym rejonie było bezpiecznie. Nakładanie mandatów dla statystyki nie prowadzi do niczego dobrego. A jeśli taka sytuacja miała miejsce to jest ona dla mnie kuriozalna. – dodaje.

– Ta historia nie powinna się wydarzyć. Przełożeni tego przełożonego powinni z tego wyciągnąć wnioski – mówi Sokołowski. Z naszych informacji wynika jednak, że przynajmniej na razie białogardzki komendant powiatowy, żadnych konsekwencji wobec przełożonego policjanta wyciągać nie zamierza.

Problem z pouczeniem powtarza się

Sygnały o zakazach pouczania i nakazach karania mandatami za najmniejsze wykroczenie od jakiegoś czasu docierają do nas z różnych miejsc Polski. – Zabroniono nam pouczać ludzi i zobowiązano, żeby każdą interwencję kończyć mandatowo – mówił nam jeden z policjantów pracujących w warszawskiej drogówce. Jak stwierdził 80 procent mandatów wlepiają teraz za bzdury.

Po publikacji na ten temat odezwali się inni policjanci z całej Polski, którzy mają podobne problemy z pouczaniem, m.in. z Łodzi, Lublina, Pomorza i z innych części województwa mazowieckiego. – Jeszcze do niedawna nie mogliśmy pouczać złodziei sklepowych, którzy kradną jedzenie, przysłowiową bułkę. Komendant zgodził się na to dopiero po ciężkiej awanturze – mówi nam jeden z łódzkich policjantów. Podobne głosy dotarły do nas też z jednej z podwarszawskich miejscowości. – Zaczynamy służbę o godzinie ósmej. Zdarza się, że o 8.30 komendant wzywa nas na dywanik i sprawdza ile już mandatów wlepiliśmy – informował nas funkcjonariusz z prewencji.

gazeta.pl

Policjanci chcieli 150 tys. łapówki

Prokuratura Okręgowa w Gdańsku zarzuciła policjantowi z Pucka (Pomorskie) oraz dwóm innym mężczyznom, że zażądali od przestępcy 150 tys. zł łapówki, obiecując w zamian uzyskanie dla niego uniewinniającego wyroku. Policjant Krzysztof K. oraz dwaj jego znajomi – Jacek R. i Marcin L. zażądali pieniędzy od Mateusza S., oferując mu przy tym uniewinnienie w sprawie rozboju, którego mężczyzna miał się dopuścić – poinformował naczelnik wydziału śledczego Prokuratury Okręgowej w Gdańsku, Adam Borzyszkowski,.

W tym tygodniu wszyscy trzej mężczyźni usłyszeli zarzuty, a w czwartek sąd, na wniosek prokuratury, zdecydował o tymczasowym aresztowaniu jednego z nich – Jacka R. Trojgu podejrzanych grozi do ośmiu lat więzienia.

Również w czwartek, funkcjonariusz Krzysztof K. został – zgodnie z obowiązującą procedurą zawieszony w pełnieniu obowiązków służbowych (zawieszenie wiąże się z obniżeniem o połowę pensji) poinformował rzecznik prasowy puckiej policji, Łukasz Dettlaff. Krzysztof K. jest policjantem z 11-letnim stażem, ostatnio pracował w wydziale kryminalnym.

Dla dobra postępowania śledczy nie chcą ujawniać więcej szczegółów na temat sprawy.

gazeta.pl

Wałbrzych Senator PO: będzie fikał, dostanie w ryj – SZOK!!!

Wałbrzyska afera omal nie spowodowała zerwania zawartej kilka dni temu koalicji PO-PSL-SLD w dolnośląskim sejmiku. Groził tym na dzisiejszej, pierwszej sesji Marek Dyduch z SLD (obrażany w rozmowie wałbrzyskich polityków; – Będzie fikał, to dostanie w ryj – mówi o Dyduchu Roman Ludwiczuk). Koalicja przetrwała, bo Dyduch… nie mógł dodzwonić się do szefa partii Grzegorza Napieralskiego, by skonsultować
z nim decyzję o ewentualnym zerwaniu porozumienia z PO.

Ujawnione w Wałbrzychu stenogramy pochodzą z rozmowy Romana Ludwiczuka, senatora PO, z Longinem Rosiakiem ze sztabu wyborczego Mirosława Lubińskiego (niezależnego kandydata na prezydenta Wałbrzycha, rywalizującego w drugiej turze z kandydatem PO Piotrem Kruczkowskim).

Ludwiczuk nie miał pojęcia, że Rosiak przyszedł do niego z magnetofonem i nagrał rozmowę. Ze stenogramu może wynikać, że senator PO próbował korupcyjną ofertą przeciągnąć na swoją stronę jednego z najważniejszych współpracowników konkurenta Platformy w Wałbrzychu. Oferuje Rosiakowi atrakcyjną, zagraniczną wycieczkę i stanowisko wicestarosty. W zamian Rosiak miał w ostatnich dniach przed niedzielną drugą turą zrezygnować z udziału w kampanii Lubińskiego, choćby pod pretekstem choroby.

Rosiak ma w Wałbrzychu opinię osoby, która ma wielki talent w zjednywaniu poparcia wyborców. Co ciekawe, kilka dni temu w jednej z lokalnych gazet ukazał się materiał sztabu PO ostro atakujący Rosiaka i Lubińskiego.

UWAGA! Nagranie zawiera wulgaryzmy.

Oto stenogram rozmowy Romana Ludwiczuka z Longinem Rosiakiem

Uwaga! Treść wulgarna

Stenogram rozmowy
Longin Rosiak: Dzień dobry Panie Senatorze.
Roman Ludwiczuk, senator RP: Cześć.
Kawkę, herbatkę ?
A Ty co pijesz?
Kawę bo ledwo dziś żyję.
Opijałeś koalicję ?
Przestań.
Panie Senatorze czego mogę oczekiwać ?

Nie, no kawa koleżeńska. Powiedz mi co i jak? Po co mówisz jakieś rzeczy, ze ja Cię…
No do Egiptu?
Nie do Egiptu gdzie indziej powiedziałem, powiedziałeś, ze chciałem cię wysłać z Alą..
Do Egiptu na tydzień.
Nie do Egiptu, zaraz Ci powiem…
Powiedz mi tak jedną rzecz między nami. Chećko – Zamek Książ tak?
Ja nic nie wiem na ten temat… no co ty?
Heretyk – wodociągi…
Nie ma takiej opcji .
Tomczak MZB.
Z Tomczakiem to nie powiem nie. Ale nie na prezesurę, no. Jeśli chodzi o Chećke i Heretyka.
Myśmy wcześniej z nimi rozmawialiśmy i Mirek (Lubiński – przyp. red.) nic im nie obiecywał. Bo nie jest w stanie tego obiecać.
Z góry przykaz, Napieralski przycisnął.
Ale powiem Ci szczerze, nie wiem, czy to dobry ruch z waszej strony.
Ale ja wiem, ja też kurwa nie wiem, czy dobrze zrobiliśmy. Ale kurwa czekaliśmy do niedzieli na PiS pierdolony, a pierdolona Zalewska się z Tobą układała, tak? Za te jedną prezydenturę? Tak jak to zmawiamy, no i chuj! To dokładnie wiemy Mirek (przypuszczalnie Bartolik) w panice pyta: kurwa co teraz kurwa? Czekaliśmy na Was (PiS) mieliście zarząd w sobotę, my byśmy w życiu z nimi nie poszli (SLD), dwóch od Ciebie czekało w kolejce w powiecie kurwa nie. Albo udawali, ze czekają.
Udawali.
Przeszedł by, dostałby kurwa dobrą propozycję. Na 100%
Wszyscy czekają do niedzieli.
Ale to kurwa ruch jest przed, no.
No dobra, ale to tylko mnie na kawę zaprosiłeś.
No tak z Tobą pogadać co dalej. Co dalej kurwa. Angażujesz się w To, nie angażujesz?
Kolegami będziemy, nie ?
Nie, no… Bez względu na to jakie będą wybory. Nie można się kurwa po prostu zabijać. Ja to Piotrkowi (przypuszczalnie Kruczkowskiemu) tłumaczyłem. To, co mi powiedziałeś w sobotę, Cóż ta Ala wielkiego chciała, że chciała być kierownikiem ADM-u, (4 lata temu)
A co nie wiedział o tym?
Nie wiedział o tym. Trzeba było przyjść do mnie i o tym gadać. A ten chuj (przypuszczalnie Kruczkowski) co pierwsze zrobił, ja mu to powiedziałem przy księdzu, co zrobisz szóstego? Zapakujesz się i pojedziesz odpoczywać, bo się najebałeś, tylko ja już ledwo łażę kurwa na rękach, a Ty (przypuszczalnie Kruczkowski) się najebałeś, a potem za trzy dni powiesz, że chuj, Ty (przypuszczalnie Kruczkowski) wygrałeś wybory i pierdolisz nas. Tak będzie przecież wiesz jaki on (przypuszczalnie Kruczkowski) jest. Ja myślę, wiesz, może go życie nauczyło, bo to wiesz dla niego powinno być. To już jest, jego ostatnia kadencja. To już nie będzie zgody, żeby on startował, jeżeli to uratujemy, tak, ja w to wierzę, że to uratujemy, no wiesz. Facet po ośmiu latach, fakt, że nie miał komfortowej sytuacji, bo go Wild chciał zajebać kurwa, tymi filmami, tymi innymi.
Dlaczego tak poszło tak między nami?
Ja kurwa nie wiem, mnie się pytasz kurwa, to kurwa Dutkiewicz zwariował i PiS ma pretensje? A co zrobił w Kłodzku kurwa, z kim się podpisał w Kłodzku ze mną? Wyjebali proszę ja Ciebie Platformę ze starostwa. Więc pytanie, ja delikatnie rozmawiam w sobotę, a Ty nie reagujesz na to. To co mam mówić. A co ty myślisz sobie, że ja umawiając się z Tobą, to Romek sobie wymyślił, że umówił się z Longinem? Ja powiedziałem, uważam, że z Longinem trzeba rozmawiać, ja wczoraj o ty powiedziałem na zebraniu. A to czy tamto. Pamiętajcie, że Longin Rosiak to jest ten, że dzięki któremu kurwa w 2002 roku przyszliśmy do ratusza i mamy prezydenta, pamiętajcie, że Longin Rosiak to jest ten, co Kruczkowski go powoływał na wiceprezydenta i Longin Rosiak to jest ten, co z przez drzwi pracowaliśmy wspólnie. To tak powiedziałem.
To tak szczerze, to po co te opluwanie? Tak między nami? Kto tak doradzał?
(skandaliczne materiały w gazecie DB2010 z dnia 29.11.2010r)
A no to kurwa kto to zaczął. Mnie się pytasz? Mnie się pytasz kurwa? Ja się zajmowałem z Kaśką (przypuszczalnie Mrzygłocką) i zajmujemy się kampanią. Ja wczoraj się pytam kurwa, to powiedzcie Marek i Wylandowski (Szef Biura Promocji Miasta), powiedzcie, jak to kurwa, jak co ten tydzień będzie?
Ale widziałeś to?
Co?
Tę gazetę widziałeś ? (DB2010 wydanie z dnia 29.11.2010r)
Którą?
Tą DB wkładkę.
A no to widziałem, a tę to się nie przyglądałem temu. Ja uważam, ze te gazety to już jest strata czasu, pieniędzy kurwa i już by nie wkurwiali ludzi nie. Nie wiem.
Wszyscy mówią, że pogoda nam sprzyja.
No tak. A przecież, to kurwa, a co ja wczoraj robiłem
Widziałeś wczoraj jak Wałbrzych zasypało?
Ale to cała Polska, tak wyglądała.
Ale wiesz?
Ale ja się z tobą zgadzam. Ale dziś już lepiej wygląda, nic nie robiłem kurwa, pół nocy dzwoniłem kurwa po tych wszystkich służbach, żeby zapierdalali całą noc bo, pogoda Wam sprzyja, bo to najgorzej, co mogło być. Przecież tak klęli wczoraj, kurwa na tym, że to jest niewiarygodne.
To Ty powinieneś być prezydentem. Człowieku tak miedzy nami.
Przestań kurwa. Jakie jest dzisiaj wyjście kurwa z tej sytuacji.
No, ale co jest konkretna propozycja?
No to wiesz tak sobie możemy rozmawiać.
PRZERWA
(rozmowa senatora Ludwiczuka z jakimś Emilem + rozmowa telefoniczna, że przyjeżdża marszałek Schetyna)

Schetyna przyjeżdża.
I co może powiedzieć Schetyna?
No niby co może powiedzieć? Co może kurwa Lonek? My jesteśmy dropsiami. Co może powiedzieć kurwa? Może powiedzieć głosujcie na Kruczkowskiego, bo to dobry kandydat na prezydenta i to wszystko, co więcej powie. A u nas to się w dupie powywracało z dziennikarzami, oni tam pierdolą, że druga osoba w państwie przyjeżdża. Him hy. Ile (dacie)? To puścimy (chichot) kurwa.
Na własnej skórze to odczuwam.
Nałożone słowa. Nie do odczytania

Po Dami bym się tego nie spodziewał. Tak między nami.
To co ona zrobiła kurwa (przypuszczalnie Wioletta Rybczyńska szefowa TV Dami), słyszałem od chuja pieniędzy od Wilda, ona wzięła pieniądze od Wilda, żeby zajebać Mirka (Lubińskiego), a Domagała kurwa, żeby zajebać kurwa Wilda, myśmy tak stali kurwa po boku. Teraz jak się wypierdolił projekt jej z Wildem, to jest duży problem.
No to ona była zawsze przez was karmiona.
No co ty to mnie się pytasz, no to kurwa ja tam nawet nie wiem. Idź i się spytaj naszego kolegi Piotra (przypuszczalnie Kruczkowskiego) czy ona była karmiona, czy nie. Jak była karmiona i tak napierdalała, te filmy tej pieprzonej kroniki, no Lonek kurwa, to kurwa to niewiarygodne.
Ja patrzyłem na to z boku. To było dla mnie szokiem, tak między nami.
Mówiłem, Ci kurwa w sobotę, a ty kurwa nic nie kumałeś.
Ale przecież Romek Ty jesteś politykiem i ja jestem politykiem. Dobrze wiesz, że za trzy miesiące możesz zmienić cały układ w starostwie.
Na co? Tak?
No co? Przecież mają ośmiu radnych, nie?
No to musimy PiS-a mieć.
No, ale będziemy mieli, chłopie.
Fika. To Kurwa.
Wiesz, kto jest radnym, nie ma PiS-u, tam są zwykłe ludki.
Ja uważam, że nie wiem. Żebyś w sobotę normalnie kurwa, jak z tobą rozmawiałem kurwa, miałem Ci to powiedzieć kawę na ławę, delikatnie Ci sugeruje kurwa. I widzisz zrobilibyśmy dil i do widzenia kurwa. Byśmy wyjebali w kosmos i trudno. Tylko, ze pewne rzeczy za daleko poszły tak. Ja teraz nie wiem, jak my wygramy prezydenturę, wszystko w moim przekonaniu przez Piotrka kurwa, to znaczy nie tak, że przez Piotrka tylko ratowanie prezydentury, nas zmusiło do tej sytuacji. Zapłacimy za to, ja wiem o tym.
Ty jesteś politykiem Romek i ja też jestem politykiem. Dobrze wiesz, że po SDL-owie pozyskałeś tylko głosy tych, którzy tam z tobą stali na konferencji. A reszty nie pozyskałeś.
Nie no ludzie od, Kaśka dzwoni, że całe jej osiedle, to jak podpisaliście umowę to zajebiście. Ja Ci mówię, że część księży, kurwa powiedziało, że chce z nami gadać, bo wskazało ludzi z SLD dogadaliśmy. Zbudowali Ci mit kurwa, mit, że idą za Tobą ludzie, kurwa z wyrokami, z chujami, z tymi, no co ja mam ci mówić.
Przecież wiesz, że to nieprawda bo moi ludzie są teraz w Platformie w tej chwili.
No ja wiem o tym. Ja powtarzam, że gdyby nie Rosiak to kurwa, byśmy połowę rady nie mieli.
A Marek Rosiak to co? Nawet rodzina.
Nie, ale wiesz. Mówią o Mrozie, że tam siedział kurwa, że coś tam.
Wszyscy maja czyste karty.
Ale ja, to wszystko wiem, bo jak było jakieś zastrzeżenie, Szklennika to momentalnie został ściągnięty z listy i chuj nie. Tu nie ma kurwa, nie mógłby startować, bo by go nie zarejestrował komisarz wyborczy kurwa.
No dokładnie.
A ten sędzia kurwa to zwariował kompletnie.
No tak dobra szczerze, czego teraz ode mnie oczekujesz co mogę zrobić na dzisiaj?
Mnie nie pytaj. Ja umówię Piotrka spotkam się, że z Longinem porozmawiam, nie wiem, jak kurwa wiesz, może błąd duży żeśmy wczoraj się spisali, może trzeba było poczekać.
Pytałeś mnie politycznie w sobotę.
Kiedy sesja.
Dokładnie.
Ja ci odpowiedziałem. To był inny stan rzeczy.
Przy tym stanie rzeczy, trzeba było czekać do poniedziałku, tak między nami.
Lonek ja mogę powiedzieć tak.
Ale tak gracie o wszystko? Gracie o wszystko?
Co znaczy?
O wszystko, o prezydenta? Kto ma prezydenta ma wszystko? Zgadza się ? Ja Ci powiem jedną rzecz, ja tych siedmiu mam.
Nie no to nie, bez targów, ja Ci powiem jak będzie (dzwoni telefon), jak wygra Mirek (Lubiński), jak znam życie to kurwa tu przyjdzie kurwa poprosić o większość w radzie, proszę ja Ciebie. Przyjdzie poprosić, poprosi SLD, poprosi Platformę, powie, że budujemy coś kurwa i zostawi Cię kurwa jak znam życie. Ja piszę taki scenariusz, jak wygra Mirek mam nadzieję, że znowu Cię nie oszukają kurwa, bo ja jestem żywym świadkiem tego, że napierdolisz się narobisz, zawsze ktoś Cię wydyma kurwa. Na finale jest jak na finale kurwa. Jesteś wojownikiem kurwa wiesz i ja to widzę, ja to widzę, nie chcę Cię podkręcać, ale ja to widzę.
Tylko czemu ciągle stoją.
Bo zjebał kurwa zjebał trzeba było przyjść do mnie, mogliśmy zacząć robić politykę, a On (przyp. Kruczkowski) się zamknął cztery lata, ja to mówię. Piotrek (przyp. Kruczkowski), a co kurwa Lonek.
On się do tego przyznał ?
On się nie przyznał, wiesz on teraz zgaszony, bo Ta zdeterminowana (przypuszczalnie Wioletta Kruczkowska) proszę ja Ciebie, żeby on (przypuszczalnie Kruczkowski) był dalej prezydentem. Dla nas projekt Platformy też jest ważnym elementem.
W powiecie?
Przecież sam wiesz, że jest tak.
Powiedziałeś jej to?
Nie, ja nie wierzę w to przede wszystkim, ale powiem, że jak się dowiem, to ją kurwa zajebię kurwa, pierwsza będzie z Wałbrzycha wypierdalała, jak kurwa narazi na imię Platformę, ja to pierdolę, sama jak chce niech się prostytuuje, ale Platformie nie pozwolę prostytuować (dzwonek) Najgorzej ja dzisiaj całą noc nie spałem. Mówię Roman kurwa (o sobie) w 2002 roku kurwa powiedzieliśmy im dziękuje, w 2010 mówię robimy wielkie projekty.
Ale widziałem po twojej minie, że czujesz się nie tak.
To nie jest tak kurwa, proszę ja Ciebie, ze byłem szczęśliwy.
No dobrze, no daj przykład trzy tygodnie powiedzmy wygrywa ten, to jesteśmy wtedy w starostwie? Przywrócisz jakoś rzecz? jakieś pary zrobisz?
Ilu potrzebujesz? Osiemnastu? Nie no, to wrócimy do rozmowy, wpierw zróbmy prezydenturę.
No dobra zaprosiłeś mnie tutaj, masz jakąś konkretną propozycję, taką wiesz?
Chcę Ci powiedzieć kurwa, że ja jestem twoim kumplem, że powiedziałem Piotrkowi (przypuszczalnie Kruczkowskiemu) chyba jak wygrasz prezydenturę nie przeszkadza, żeby Alka (przyp. Alicja Rosiak) była kierownikiem tam gdzie chciała, bo Ty tak powiedziałeś. Bo ona chciała w zarządzie. W czym? Normalnie w ADM-mie chciał być kierownikiem.
Ale nawet w zarządzie? To co nie zasługuje na to? Taka nie jest mądra?
Absolutnie, ja uważam, że okey. Ale w zarządzie to by było już kompletnie nieczytelne w tej chwili.
Ale za miesiąc za dwa za trzy?
Ale ja nie wiem kurwa, kwestia ogrania czerwonych.
Ale zależałoby wam, żeby mieć opozycję czy nie mieć? Tak między nami.
Będziemy rozmawiać. Ja uważam, że być może proszę ja Ciebie w takiej sytuacji, ze Oni po prostu przegną, ma na myśli czerwonych.
Marcel Chećko, prezes Zamku Książ. No człowieku?
Nie wchodzi w rachubę.
Co? Wiesz, że takie były rozmowy ?
Ale ja Ci mówię. Z wami?
Heretyk na miejsce Seneka w wodociągach. Nie wiedziałeś o tym?
Nie. Ja nie jestem fanem Jurka Tutaja, wiesz ale Chećko nie jest gość kurwa, który będzie się brał za takie projekty, przecież no. Natomiast Senyka nie pozwolę skrzywdzić bo to jest facet, kurwa oddany Platformie całym sercem. Od rana do nocy i całą noc. No i chuj, nie liczy się dziecko, nie liczy się żona kurwa, liczy się Platforma i wszystko. To cenny człowiek.
A ja gdzie w tym projekcie?
Musimy przeczekać, dwa trzy miesiące moim zdaniem. Kwestia jest teraz, wyłączenia się czy nie wyłączenia się kurwa. Ty przemyśl, czy możesz się wyłączyć, czy nie wyłączyć, bo to wzmacnia, ja nie chciałbym, żebyś ty się całkowicie wyłączył. Nie wiem jak jeżeli jest taka opcja, to ja mogę dzisiaj z Piotrkiem porozmawiać, z opcją do spotkania. I byśmy się spotkali, ale tylko w trójkę. I to jeszcze ewentualnie, nie wiem jak to dzisiaj on wygląda. Kurwa, że myśmy w sobotę nie dogadali. Nawet tego Mirka można było przytulić. Nawet tego Lubińskiego można było gdzieś przytulić.
Przecież ja ciągle siedmiu radnych cały czas mam.
Wiem o tym.
Wiesz co jest moim szczęściem, ze to weszło akurat siedem takich osób.
Jeden z drugim, jeden Nowak, drugi Nowak, zdrajca, ciemnota. Jeszcze wpierdolił się w te kurwa molestowania. Ludzie gadają na Białym Kamieniu, że coś na rzeczy było. Ale ludzie mówią, że zamykał się.
Chłopie i on na siebie nie zagłosował, dostał 850 głosów, tak. Przecież wiesz co się z nim działo?
Chlał cały tydzień, załamany. Mało razy go reanimowałem kurwa w domu u niego?
On nie jest taki jak Ty czy ja, on jest inny człowiek.
Marcin kurwa panie senatorze ratuj niech Pan ratuje tatę. Ściągałem lekarzy, a on kurwa zamykał się w domu i chciał się ciąć i samobójstwa popełniać kurwa.
Myślisz, że ja to co. Ja przejąłem twoją rolę.
Nie jako i kurwa głosu czy radnemu, tylko kurwa człowiekowi, a on potem kurwa to co zrobił, gdzieś odjechał kurwa. Kamery go zabiły i inne rzeczy go zabiły. I odjebało kurwa. Mógł spokojnie siedzieć być radnym. Jedynkę by miał na Białym Kamieniu, nic by nie stracił. Nie wiem co mu się stało? Róbmy tak, ja pogadam z Piotrkiem, wiesz bo to nie ode mnie. Ja w projekty.
Ja Ci wierzę, no wiesz Ty jesteś mistrzem, ale jest ktoś jeszcze, Ty nie startujesz na prezydenta.
No sam projektu jakiegoś poważnie nie można robić.
Czyli jak się umawiamy?
Ja rozmawiam z Piotrkiem proszę ja Ciebie, bo to wiesz, jeżeli mamy jakieś.
Dziś jest wtorek. Środa, czwartek?
To jest kwestia twojej osoby Longin. Kurwa o czym mamy gadać? No? Jak zrobisz stop to On (przypuszczalnie Lubiński) nie ma żadnych szans. Ty to wiesz i ja to wiem. Co by to miało nie znaczyć. kurwa
Ciszę się, że tak mnie cenisz.
No, co On (przypuszczalnie Lubiński) bez Ciebie by zrobił? Z całą siłą kurwa cztery lata temu wziął osiem tysięcy głosów, gdzie proszę ja Ciebie cały LiD kurwa, całe SLD zaniżało ranking. Ja liczyłem, że Gołębiewski weźmie te siedem tysięcy, że on kurwa takie uosobienie spokoju kurwa, innych rzeczy. Ja ci powiem, że byłem, wiesz.
Romek, będziemy mieli jego lata to będziemy wnuki bawić, tak między nami. rozumiesz?
Tak to wygląda.
Ale konkretnie, umawiamy się na konkretne spotkanie?
Mówię Ci jedną rzecz, o 10 jest konferencja, biorę Piotrka na bok, powiem, że możemy, jak on wyraża zgodę to, no to wiesz. To mu powiem spotkaj się z Longinem i dogaduj się.
Słuchaj, ale bez ciebie on (Kruczkowski) się nie spotka.
W perspektywie czasowej możemy, proszę ja Ciebie, żeby kurwa zrobić jakiś projekt proszę ja Ciebie. Wiesz pod tym gównem (koalicja z SLD) ja się podpisałem, Kaśka (przypuszczalnie Mrzygłocka), Gołębiewski, to nie możemy siebie w chuja robić, nie dzisiaj, być może przedwcześnie podpisałem. Być może w sobotę za mało konkretnie gadaliśmy. O Kruczkowskim niepotrzebnie, trzeba waliliśmy było o projekcie gadać. Byś w sobotę powiedział okey, jadę do Egiptu czy gdzieś, warunki, Ala idzie tam gdzie mówisz, Ty do starostwa i sprawa jest załatwiona kurwa. Tak by było kurwa i sprawa jest załatwiona, kurwa powiesz okey i skumasz nie.
Ale to nie było takich konkretów.
Ale to Ja Ci mam mówić i kurwa dzisiaj by nie było, przygarnęlibyśmy PiS zasrany kurwa i do widzenia.
Wiesz, że o 10 robią konferencje.
O 11:00. Ale o czym oni tam mogą, że popierają Mirka. A to mi nie przeszkadza. Kompromitacja ich, Widziałeś ich ulotek, to kompromitacja. Kompromitacja kurwa, widziałeś rady nadzorcze, spółki chłopie no, kompromitacja kurwa no. Wielka partia kurwa, dwóch zastępców, pełnomocnika do unijnych, rad nadzorczych, po jednym do zarządów do spółek, w których gmina posiada ponad 50% udziałów i napiszą jak się kurwa sprzedadzą i będą rządzić i proste no. I Durkalcową kurwa dawali do zarządu MZB kurwa kandydatkę. Durkalcową kurwa, cztery lata temu. Dlatego Piotrek widzę, kurwa zwariowaliście, Piotrek ma te ich kurwa wszystkie kwitki, my pokarzemy kwitki, kogo dawali. Jakich partnerów dawali. No w tym jest problem ludzi nie mają.
Na Bartolika psioczą strasznie.
No kto?
No PiSowcy.
Ta.
Dali Mirka (Bartolika), żeby negocjował, a tu nic nie wyszło.
Ona (przypuszczalnie Zalewska) go (przypuszczalnie Bartolika) oszukała. Dostała od was propozycje, nas oszukiwała, my nie mogliśmy czekać.
Zalewska?
No a kto kurwa? Ona chciała wtedy wykończyć Platformę i Ludwiczuka nie? , zawodnika, a ja chuj – Aniu, Kochanie cmok, cmok, cmok, tylko z Wami (z PiS-em) kurwa w piątek. Ona Romku kurwa. A ja w mieście mamy większość, kościół jest za nami w powiecie zbudujemy. Tak zbudujemy, będziemy mieć też większość.
A ja się cieszę z jednego tak między nami, nasze rozmowy są konstruktywne, cieszę się, że powoli dochodzimy do konkretów, że wiesz jest czas jest wtorek.
Kurwa zjebaliśmy tę rozmowę w sobotę. Tylko to kurwa za daleko poszło. Za daleko te kurwa oskarżenia. Te wiesz, te kurwa, te Ryski, za bardzo się dałeś utożsamić proszę ja ciebie z tym takim co się ciągnie za tym. Ty nie zasłużyłeś, takie jest moje zdanie.
Zasłużyłem na to ?
Nie. Ty nie zasłużyłeś, żeby Cię kurwa tak jebać kurwa, tak samo jak mówią w Wałbrzychu, że ja zjebałem koszykówkę. Ja wyjebałem Górnika Wałbrzych w koszykówce.
Gdyby nie Ty to nie było by nic.
Ale Ty, ale co mam zrobić, udaje, że nie słyszę kurwa nie. Przyjaciołom.
Dla mnie jest przykre tylko to, że tak jak powiedziałeś 2002.
Ale ja to powiedziałem wczoraj na spotkaniu, no że trzeba taką retorykę ostrą, słuchajcie jeżeli chcecie mówić o Lubińskim, to mówcie, cztery lata pracował w radzie czy nie pracował, co zrobił dla sportu i wy to mówcie, jeżeli chcecie mówić o Nowaku co zrobił jak promował to mówcie, ale jak mówicie o Rosiaku to pamiętajcie jedno to jest ten Rosiak dzięki któremu, Piotrek Kruczkowski został, to było przy Marku, kurwa to siedemdziesiąt osób słyszało, to jest ten Rosiak, który był wiceprezydentem i to był ten Rosiak z którym zarządzałem przez jakiś tam krótki okres, byłem zastępcom i Lonek był. To uważajcie.
Tym bardziej Alicja tak miedzy nami.
O Alicji, ja tym bardziej się nie odzywałem. Mówiłem proszę ja Ciebie o tobie bo z tobą współpracowałem i tyle no.
A ta współpraca była super tak między nami.
A i gdzieś poszedłeś, marzenie Twoje to te starostwo zasrane. Trzeba o Mirku powiedzieć było kurwa ok. usiądźmy i idę w poniedziałek idę, bo się źle czuje i idę do tego szpitala. I wystarczyło, że wyciągasz to i w poniedziałek nic nie piszemy, tylko się ugadujemy kurwa na 100%. Byłbyś wicestarostą kurwa, miałbyś rade, po prostu byśmy w to poszli. A On chuj Lubiński po prostu, Mirek Lubiński potrzebował cię do jednego dzwoni telefon
To będzie tym radnym czy nie?
No wiesz muszą pospadać inni. Za kogo on wchodzi? Za Głoda… Wejdzie bo on nie przyjmie mandatu. On by chciał wszystko, u nas też niektórzy zwariowali, kurwa chcieliby mieć zarząd osiemnastoosobowy w powiecie.
A ta jedenastka nic nie dostanie?
Myśmy im (SLD) dali kurwa starostwo, ja przez to nie mogę spać. Mogłem im dać wicestarosto, a z Tobą kurwa jak byś skumał to co chciałem ci powiedzieć był byś wicestarostą, byśmy to sobie wszystko poukładali, a oni by pracowali kurwa. Przecież dla mnie budowanie SLD w układzie moich na przykład perspektyw wyborczych do parlamentu. Na chuj mi to potrzebne, na co kurwa mam im to dawać? Po co kurwa.
To są Twoi rywale.
Konkurenci. Mogłem tego nie budować, mogłem to robić z wami.
Ale masz moralnego kaca? Tak szczerze?
To znaczy, ja mam tak mi było przykro, z jednej strony mówię determinacja, żeby obronić kurwa ratusz, przykro mi było, ze PiS za to co dostał, jebała nas na każdym kroku kurwa ta Zalewska nawet w tym dniu wyborczym, ze taki Wiązowski, któremu kurwa chcieliśmy rękę podać bo tam ma jakieś problemy, to on chuj przychodzi i kąsa. To, że kąsa to chuj mu w dupę i to jest Dyduch. Został wydymany w zarządzie chyba nie będzie i będzie fikał to w ryj dostanie i tak będzie fikał. Proszę ja Ciebie i rzecz jest w tym, że ta, te kurwa zdeterminowanie, aby obronić ten ratusz doprowadził do takiej sytuacji. Bo szkoda mi Gutka. Co by o Gutku nie powiedzieć, to jest zasób kurwa wiedzy, jasne, ze w kontaktach ludzkich ma deficyt, ze tak powiem. Nie .. jest taki nerwowy, kurwa fuknie, ja też na nich fukam. Oni wiedzą, ze ja se mogę fukać. Wiesz generalnie są ludzie, którzy go uwielbiają, ale są ludzie którzy kurwa patrzeć na niego nie mogą. I oddaje to kurwa Ławskiemu, który tak de facto jakby nic nie dostał to by go nie było. Politycznie by go zajebali i koniec nie. I tak to wygląda proszę ja Ciebie. Ja gadam z Kruczkiem, jesteśmy w kontakcie. Kruczek powie i jest ok. Ja dzisiaj wyjeżdżam i wracam dopiero w środę w nocy. Ale jak się spotkamy to ja powiem Piotrek, albo dzisiaj ale w perspektywie bo teraz chujów nie będziemy z siebie robić.
A jeżeli Piotrek powie ok, to pójdziemy step po stepie i tyle i trzeba będzie wzmocnić koalicje i tyle. Tylko 18 trzeba uzbierać tak?
W powiecie, żeby wyrzucić starostę?
Ja nie wiem
Nie mogliśmy o tym w sobotę rozmawiać, wy macie zdolność koalicyjną.
Bo ja jestem ciągle uczciwym Longinem Rosiakiem rozumiesz? Skoro ja rozmawiałem z nimi w sobotę
Ale oni zadzwonili do mnie w piątek, że możemy na poważnie z tym PiS-em
Ty jesteś politykiem ?
A wiesz co się liczy w polityce? Skuteczność
Ty wiesz, ze to nie jest PiS, to nie jest SLD, to jest gdzieś indziej punkt, wiesz o tym, czy nie?
PiS i SLD mogą sobie popierać, rozumiesz.
Tak mi się wydaje, wizerunkowo, w mojej ocenie tam jest piątka, która może siedzieć w domu. Albo może się przespacerować
KONIEC