Parkometr nie zarobi na parkujących na dziko – wyrok NSA

Opłatę za pozostawienie auta w płatnej strefie można pobierać tylko za postój w miejscach do tego wyznaczonych.

Tak uznał w poniedziałek siedmioosobowy skład Naczelnego Sądu Administracyjnego. Oznacza to, że za parkowanie w płatnej strefie, ale poza miejscami wyznaczonymi – czyli tam, gdzie teoretycznie auto stać nie może, np. przy barierkach, pasach, w bramach, na chodnikach czy tuż za wyznaczonym miejscem – grozi co najwyżej mandat karny.

Skoro za postój w takim miejscu kierowca nie musi płacić, nie można go ukarać wynoszącą 50 zł opłatą dodatkową za brak biletu z parkometru.

Uchwała ma charakter abstrakcyjny, czyli nie ma związku z żadną konkretną sprawą. O jej wydanie wnosił prezes NSA, wskazując na poważne rozbieżności w orzecznictwie dotyczącym tej kwestii.
Rozbieżne poglądy

Z wniosku prezesa wynika, że sądy administracyjne nie są zgodne co do tego, czy opłatę za parkowanie w płatnej strefie można pobierać tylko od tych kierowców, którzy stawiają auta w miejscach wyznaczonych, czy także od tych, którzy parkują w strefie na dziko.

Siedmioosobowy skład NSA uznał, że opłaty mogą być pobierane tylko od kierowców, którzy parkują swoje samochody w strefie w wyznaczonych do tego miejscach. Sąd dokonał szczegółowej analizy przepisów dotyczących opłat za parkowanie i ich zmian na przestrzeni ostatnich 20 lat.

W ocenie NSA posłużenie się przez ustawodawcę różnymi pojęciami: „ustalenie strefy płatnego parkowania” i „wyznaczenie miejsc płatnego postoju”, a także rozdzielenie kompetencji do tego między różne podmioty oznacza, że ustalenie strefy nie jest równoznaczne z wyznaczeniem miejsca płatnego parkowania. Zatem nie cały obszar strefy jest miejscem, gdzie pobiera się opłaty za parkowanie.

Jak zauważył przewodniczący składu, prezes Izby Gospodarczej NSA Janusz Drachal, miejsca płatnego postoju wyznacza się za pomocą znaków pionowych i poziomych (linie). Są to znaki informacyjne.
Dwa znaki czy jeden

Sąd zaznaczył, że płatne miejsca postojowe co do zasady powinny być wyznaczone jednymi i drugimi znakami. Sędziowie rozróżnili ich funkcje. Te pionowe, które informują o sposobie korzystania z drogi, NSA uznał za wystarczające do wyznaczenia płatnego miejsca postojowego. Takiej roli w ocenie NSA samodzielnie nie spełniają zaś znaki poziome, czyli linie.

sygn akt II GPS 2/17

Opinia dla „Rzeczpospolitej”

Adam Bodnar, rzecznik praw obywatelskich

Uchwała Naczelnego Sądu Administracyjnego jest zgodna ze stanowiskiem prezentowanym przez rzecznika praw obywatelskich. Rady gmin, których regulaminy stref płatnego parkowania nie są zgodne ze stanowiskiem zaprezentowanym przez NSA, powinny je teraz niezwłocznie dostosować do uchwały siedmiu sędziów. Kierowcy, którzy niesłusznie zostali obciążeni opłatami dodatkowymi za postój bez biletu z parkometru w miejscu do tego niewyznaczonym, choć w strefie płatnego parkowania, mogą je kwestionować przed sądami administracyjnymi.

rp.pl

Spóźniona sprawiedliwość. Po 21 latach odzyskał niecały 1 mln zł. Wcześniej stracił firmę, majątek i żonę

Przez bezprawnie naliczony przed laty podatek Jarosław Chojnacki stracił przedsiębiorstwo, dom, cały majątek i żonę, która z powodu problemów finansowych popełniła samobójstwo. Po 21 latach walki z urzędnikami celnymi współwłaścicielowi firmy Cristhine zwrócono nadpłacony podatek akcyzowy – niecały 1 mln zł – plus część odsetek.

Teraz Jarosław Chojnacki założyciel firmy Cristhine postanowił doprowadzić do tego, by urzędnicy gdyńskiej Izby Celnej (to służby celne zajmują się podatkiem akcyzowym), którzy doprowadzili do upadku jego firmę, ponieśli odpowiedzialność karną i odszkodowawczą. Wystąpił na drogę sądową.

Przedsiębiorstwo zajmujące się konfekcjonowaniem kosmetyków prowadził w Kartuzach wraz z żoną Krystyną. To ona opowiedziała mi historię ich firmy i poprosiła o dziennikarską interwencję. Tak powstał mój, jak się okazało, spóźniony reportaż „Jedna firma, jedno życie”.

Ostatni mail od Krystyny

Maj 2014 rok. „Ostatnią rzeczą, którą napisała moja małżonka, był mail do Pani. Uważała, że niesprawiedliwość dzieje się głównie w zaciszu gabinetów urzędniczych i wygłuszonych sal sądowych, dlatego bardzo liczyła na opublikowanie Pani artykułu w »Gazecie Wyborczej«. Dzisiaj już nie żyje, umarła w poczuciu niewyobrażalnej niesprawiedliwości. Proszę Panią o kontynuowanie sprawy” – napisał do mnie Jarosław Chojnacki dzień po śmierci żony.
Konfekcjonowanie nie produkcja

Chojnaccy w kosmetyczny biznes weszli na początku lat 90. Zachodni puder w dużych bryłach, tusz do rzęs i szminkę przepakowywali do eleganckich opakowań z logo swojej firmy. Sprzedawały się.

To był pierwszy rok obowiązywania akcyzy w III RP. To podatek pośredni nałożony na niektóre wyroby konsumpcyjne.

Płacą go kupujący, bo wliczany jest w cenę. Kosmetyki to towar akcyzowy. – Biznes szedł świetnie. Do momentu, kiedy pod koniec 1993 r. naszą firmę obłożono bezprawnie podatkiem akcyzowym, chociaż my nie produkowaliśmy kosmetyków, a jedynie je konfekcjonowaliśmy – opowiada Chojnacki.

– To, że nie łamaliśmy przepisów, we wrześniu 1993 r. potwierdził Urząd Skarbowy w Kartuzach. Ale trzy miesiące później, w grudniu, urzędnicy zmienili zdanie i naliczono nam 580 mln starych złotych podatku. Od razu zablokowano konta bankowe i zabrano z nich pieniądze.

Pierwszy raz z potyczki z fiskusem Chojnackim udało się wyjść cało. Naczelny Sąd Administracyjny uchylił wtedy decyzję urzędu. Skarbówka się z nimi rozliczyła.

Ale w maju 1996 r. Ministerstwo Finansów wydało rozporządzenie, które mówiło o tym, że ci, którzy „powiększają wartość wyrobów”, muszą odprowadzać akcyzę. Chojnaccy nie wiedzieli, czy powiększają, więc poprosili ministra finansów o wykładnię prawną. Dowiedzieli się, że mają płacić wysoką akcyzę.

Co ciekawe, Chojnaccy pokazali mi decyzje skarbówki dotyczące innych firm ówcześnie konfekcjonujących kosmetyki, z których wynikało, że otrzymały inną interpretację przepisów, albo wprost umarzano im podatek.

Chojnaccy nie wytrzymywali konkurencji. Brali kredyty, by odprowadzać akcyzę. Popadli w kłopoty finansowe. I dalej walczyli przed sądami administracyjnymi, wydając pieniądze na prawników.

gazeta.pl