Miłosz Kłeczek pogromca „Kasty” z TVP uciekał przed prawem!!!

Miłosz Kłeczek, który w TVP poluje na sędziów w programie „Kasta”, do 2017 r. zajmował się wielomilionowymi biznesami. Jako prezes jednej ze spółek nie wykonał prawomocnego wyroku sądu. Dług bezskutecznie próbował ściągnąć komornik.

Miłosz Kłaczek – tvp.info

O działalności Kłeczka biznesmena powiedział nam informator, któremu spółka Dixon, należąca kiedyś do gwiazdy Telewizji Polskiej, do dziś nie zapłaciła kilkudziesięciu tysięcy złotych. Teraz, z odsetkami, kwota znacznie urosła. – Kiedy tam się wreszcie dodzwoniłem, powiedziano mi, że pan prezes jest na zdjęciach do programu – mówi nasz rozmówca.

„Pan prezes” to właśnie Miłosz Kłeczek, reporter sejmowy telewizji publicznej, od stycznia prowadzący w TVP Info program „Kasta”. Głosi w nim, że polskie sądy są pełne różnego rodzaju patologii, a sędziowie krzywdzą uczciwych ludzi. Ma to przekonywać Polaków do zmian forsowanych przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobrę. Twórcy „Kasty” zdążyli już wsławić się tym, że stanęli po stronie lichwiarza skazanego za brutalne wymuszenia na rolnikach. Zarzuca się im, że świadomie sfałszowali sądowy dokument.

Komornik i ucieczka spod zajęcia

Widzowie nie wiedzą, że Miłosz Kłeczek co najmniej do grudnia 2017 r. był biznesmenem. Do dziś jest głównym udziałowcem firmy Financial Poland handlującej w sieci towarami z Chin. W lipcu 2010 r. jako 23-latek założył Dixona i został jego prezesem. Firma oferowała m.in. pomoc w interesach z Chinami. Sprowadzała zabawki i elektronikę. Roczne przychody – ponad 2 mln zł.

Za pośrednictwem Dixona mieszcząca się pod Gdańskiem spółka UrbanCar postanowiła sprowadzać do Polski chińskie samochody elektryczne. Kłeczek miał pomóc w imporcie – załatwić kontakty z producentami i zająć się formalnościami. UrbanCar wpłacił ponad 8 tys. dol. (ok. 31 tys. zł) zaliczki, po czym przedstawiciel tej firmy pojechał do Chin wraz z Krzysztofem Kłeczkiem, ojcem Miłosza, który reprezentował Dixona.

– Odwiedzali fabryki, oglądali samochody, ale okazało się, że auta nie mają homologacji na nasz rynek. Biznes był nie do zrobienia, co pośrednik powinien wiedzieć już przed wyjazdem – opowiada nasz informator.

UrbanCar zażądał więc zwrotu pieniędzy. Dixon nie tylko nie chciał niczego oddać, ale też wystąpił przeciwko swojemu klientowi o dodatkową zapłatę.

Spór rozstrzygnął w lipcu 2014 r. Sąd Rejonowy Gdańsk-Północ – firma Kłeczka miała zapłacić spółce UrbanCar 8118 dol. plus odsetki i pokryć koszty sądowe.

W grudniu 2014 r. Miłosz Kłeczek wysłał pismo do prawników UrbanCar: „Zwracam się o podanie numeru konta do wpłaty i wyliczenia kwoty, jaką należy przelać w sprawie”. Pieniędzy jednak nie zwrócił, więc sprawa trafiła do komornika, który w lutym 2015 r. zajął rachunek bankowy Dixona. Na koncie nie było już ani złotówki.

W trakcie egzekucji komorniczej, 11 czerwca 2015 r., Miłosz Kłeczek sprzedał warte 100 tys. zł udziały i przestał być prezesem spółki. Nowym szefem i właścicielem Dixona został Marek Przybył, partner biznesowy Kłeczka. W trakcie procesu o zwrot pieniędzy dla UrbanCar pojawił się wątek innej spółki Przybyła – Arkadar. Dixon przekonywał, że nie mógł oddać pieniędzy za samochody elektryczne, bo trafiły one za pośrednictwem Akadara do firmy Hot Trylion w Hongkongu, gdzie przepadły. Sąd nie dał temu wiary.

W grudniu 2015 r. komornik umorzył postępowanie wobec Dixona z powodu niemożności ściągnięcia pieniędzy. Do zapłaty spółka miała wówczas łącznie z odsetkami 51 tys. 154 zł.

– To jest irytująca sytuacja, że teraz ta osoba stara się wskazywać patologie wymiaru sprawiedliwości, a ma za kołnierzem ucieczkę od spłaty zobowiązań – denerwuje się nasz informator. Dixon funkcjonuje nadal, za rok 2017 spółka zaksięgowała 104 tys. zł straty.

Po wyjściu z Dixona Miłosz Kłeczek kontynuował działalność biznesową. W sierpniu 2015 r. założył spółkę Financial Poland. Działalność: hurtowa sprzedaż artykułów, głównie z Chin. Firmę reklamuje slogan „Import bez granic”. Adres w centrum Warszawy. To już poważniejsza sprawa – FP w 2017 r. miała ponad 9 mln zł przychodów i zarobiła 470 tys. zł. W tym samym roku, w grudniu, Kłeczek ustąpił z funkcji prezesa, ale zachował 90 proc. udziałów o wartości 45 tys. zł. Na zebraniach wspólników ma decydujący głos.

Ojciec też walczy z „kastą”

Kiedy Miłosz Kłeczek prowadził swoje biznesy, był już dziennikarzem. Zaczynał w TVN, gdzie m.in. zapowiadał pogodę w TVN Meteo. Ok. 2014 r. przeszedł do Superstacji, a w 2016 r. trafił do TVP Jacka Kurskiego i zaczął robić karierę czołowego reportera sejmowego. Należy do najbardziej zaangażowanych politycznie dziennikarzy, jest ulubieńcem parlamentarzystów PiS. W Sejmie – jak relacjonowali inni dziennikarze – ma dostęp do miejsc, do których inni nie mogą wchodzić od czasu wprowadzeniu przez marszałka restrykcji w poruszaniu się.

Reporter TVP zasłynął np. tak długim zadawaniem pytania Janowi Marii Jackowskiemu (chwaląc w pytaniu rząd i atakując opozycję), że senator nie miał już czasu na odpowiedź, a program szedł na żywo.

W 2018 r., przed wyborami na prezydenta Warszawy, kandydat PO Rafał Trzaskowski zapytał goniącego go Kłeczka o nazwisko i redakcję. – Pan nie jest policjantem, żeby mówić do mnie w ten sposób. Pan sobie wygogluje – odparł Kłeczek. W styczniu 2020 r. ekipa Kłeczka ścigała opozycyjnego marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego z takim zaangażowaniem, że operator znokautował kamerą szefową gabinetu Grodzkiego. W TVP Info przedstawiono to tak, że kobieta „podeszła pod kamerę”.

Jak Kłeczek godził biznesy z dziennikarstwem? Były redaktor Superstacji mówi nam, że powszechną wiedzą w redakcji było to, iż „Miłosz ma bogatego ojca, który robi interesy”. „Bogaty” to wspomniany już Krzysztof Kłeczek. W Częstochowie – znany bohater wielu sporów sądowych. W 2011 r. był przedstawiony jako „niepokorny przedsiębiorca” na łamach „Gazety Częstochowskiej”, tygodnika związanego z lokalnym PiS i posłem tej partii Szymonem Giżyńskim. Wg artykułu Kłeczek senior zaczął być sekowany przez prawo, „gdy zaczął krytykować miejscowych sędziów i zarzucać niektórym z nich łamanie prawa”. A za swoją postawę „został skazany za groźby bezprawne (…) I nie był to bynajmniej koniec jego kłopotów, bo w toku są kolejne sprawy, w których jest oskarżany”.

Kłeczek senior jest też bohaterem tekstu „Rzeczpospolitej” z 2014 r. Dziennik opisuje jego walkę z sędzią Bogusławem Zającem z Sądu Okręgowego w Częstochowie wydającego wyroki w sprawach, w których biznesmen był stroną. Niezadowolony z orzeczeń Krzysztof Kłeczek stwierdził, że sędzia posługuje się tytułem sędziego sądu apelacyjnego, choć nim nie jest (zmieniły się przepisy pozwalające na używanie tytułu sędziego sądu wyższej instancji). Zawiadomił prokuraturę i domagał się unieważnienia wyroków wydanych przez Zająca. Ministerstwo Sprawiedliwości odrzuciło jednak wniosek biznesmena.

Kłeczek nie chce rozmawiać

Przed publikacją próbowaliśmy skontaktować się z Miłoszem Kłeczkiem. Nie odpisał na maila, a gdy odebrał telefon, natychmiast się rozłączył. Pytania skierowaliśmy do biura prasowego TVP.

Chcieliśmy wiedzieć:

– Czy TVP ma informacje na temat działalności biznesowej p. Miłosza Kłeczka w spółkach Dixon i Financial Poland?

– Czy TVP ma informacje o zaległościach komorniczych spółki Dixon w okresie, kiedy jej prezesem był p. Kłeczek?

– Czy do TVP dochodziły informacje o innych zaległościach p. Kłeczka z tytułu działalności gospodarczej w innych podmiotach niż sp. Dixon?

– Czy p. Kłeczek spłacił długi spółki, której był właścicielem i prezesem?

– Czy p. Kłeczek informował TVP, że jego ojciec Krzysztof Kłeczek jest osobą skonfliktowaną z wymiarem sprawiedliwości?

– Czy wg kodeksu etyki TVP konflikty p. Kłeczka i jego rodziny z wymiarem sprawiedliwości nie powinny być przeszkodą w prowadzeniu przez niego programu „Kasta”, w którym ocenia się działalność sędziów?

Na odpowiedzi czekamy. – wyborcza.pl

Skandal w DUW we Wrocławiu. Dane osobowe dzieci starających się o pobyt w Polsce udostępnione publicznie!!!

Od jednego z naszych czytelników otrzymaliśmy zdjęcia pokazujące jaki bałagan panuje w Dolnośląskim Urzędzie Wojewódzkim we Wrocławiu. Okazuje się że dane osobowe dzieci (w tym zdjęcia) a także dorosłych były dostępne dla każdego odwiedzającego sekretariat (p. 0115) Wydziału Spraw Obywatelskich i Cudzoziemców.

Tu doszło do wielokrotnego ujawnienie danych osobowych

Dokumenty, akta personalne były niedbale poukładane na ziemi, stolikach, krzesłach. Każdy miał do nich dostęp, nikt nie starał się zakryć tego stosu – relacjonuje nasz czytelnik. Pomimo udostępnionych nam zdjęć, postanowiliśmy sprawdzić czy rzeczywiście jest to incydentalny wypadek spowodowany jakimś jednorazowym niedopatrzeniem. Odwiedziliśmy DUW we Wrocławiu trzy razy. Efekt za każdym razem był ten sam, choć dokumenty/akta już inne.

Dane osobowe dostępne dla wszystkich.
Dane osobowe cudzoziemca.

Staraliśmy się sprawę wyjaśnić na miejscu. W sekretariacie wojewody pointowano nas, że wszystko jest jak należy i w zgodzie z prawem. Kiedy poprosiliśmy o krótka rozmowę z wojewodą, usłyszeliśmy że nie jest to możliwe … a wojewoda bardzo dobrze dba o swoja prywatność … szkoda że tak dobrze nie dba o ochronę danych osobowych petentów urzędu.

Kamera, zamek szyfrowy tak wojewoda dba o swoją prywatność w urzędzie.

Poprosiliśmy biuro prasowe wojewody o ustosunkowanie się do naszych zarzutów. Jednak nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi.

LC

Wykaz osób, wobec których Prezydent RP postanowił o powołaniu na stanowisko sędziowskie lub asesorskie na wniosek KRS, w składzie której zasiada 15 sędziów wybranych przez Sejm

Publikujemy pełny wykaz sędziów powołanych przez neoKRS – według stanu na dzień 24 stycznia 2020 r. Postępowania prowadzone przez tych sędziów mogą zostać uznane za nieważne.

krs_wykaz_2020-01-24_final

Kolejna klęska adwokata Szymona Matusiaka ze Szczecina

W 2015 roku jako pierwsi ujawniliśmy skandaliczne wpisy szczecińskiego adwokata na swoim profilu FB. Nasza informacja wywołała natychmiastowa reakcję ORA w Szczecinie, wpisy zostały usunięte ale mecenas nie został ukarany.

To na tyle rozzuchwaliło Matusiaka, iż w 2017 roku skierował przeciwko redaktorowi naczelnemu bezprawie.pl prywatny akt oskarżenia, zarzucając …. zniesławienie. Oczywiście zarzuty były wyssane z palca, ponieważ ujawniliśmy tylko to co napisała oskarżyciel na swoim publicznym profilu FB dostępnym dla każdego, nawet dla osób, które nie miały konta w tym popularnym serwisie społecznościowym.

A poziom „żartów” adwokata Szymona Matusiaka był taki jak poniżej.

Przez dwa lata toczył się przed SR w Szczecinie proces, proces bez precedensu, w którym skompromitowany swoimi „żartami” adwokat chciał przeprosin za publikacje. Sąd jednak nie miał wątpliwości i w dniu 18 kwietnia br wydał wyrok UNIEWINNIAJĄCY. Po raz kolejny Matusiak poniósł klęskę we własnej sprawie, tym bardziej musi to być bolesna klęska.

wyrok__matusiak_www

Wyrok nie jest prawomocny.

Czytaj także: http://www.bezprawie.pl/?p=546

Adwokat Szymona Matusiak ze Szczecina oskarżył swojego byłego klienta o zniesławienie i przegrał w sądzie

Zadaniem adwokata jest bronić swoich klientów a czasami też oskarżać w imieniu swoich klientów. Bardzo rzadka zdarza się że to adwokat oskarża i do tego pełnomocnika swojego klienta.

Mowa o szczecińskiem adwokacie Szymonie Matusiaku, który oskarżył prokurenta spółki M o to, iż miał go zniesławić. Jak możemy przeczytać w prywatnym akcie oskarżenia „za pośrednictwem środków masowego przekazu dokonał zniesławienia Szymona Matusiaka przez to, że na stronie internetowej „www.kamienskie.info” w dniu 22 kwietnia 2015r. oskarżony MK pomówił adwokata Szymona Matusiaka o skrajne naruszenie etyki zawodowej adwokata i działanie na szkodę spółki „M…” z siedziba w…….., w której MK był i jest prokurentem, jak również o to iż adw. Szymon Matusiak działał na szkodę swoich klientów, to jest o czyn z art. 212 § 2 kk

Sprawa toczyła się przed Sądem Rejonowym Szczecin – Prawobrzeże i Zachód w Szczecinie pod sygnaturą VI K 262/16. Przesłuchano wielu świadków w tym konkubinę adwokata Szymona Matusiaka, innych adwokatów ze Szczecina, byłych i obecnych klientów adwokata.

Po dwóch latach procesu sędzia Krystian Kwolek wydał wyrok nie mając najmniejszych wątpliwości, iż o zniesławieniu nie może być mowy i uniewinnił oskarżonego od czynów zarzucanych mu przez adwokata Szymona Matusiaka.

matusiak_wyrok_VI_K_262_16_publikacja

Adwokat skorzystał z przysługującego mu prawa i wniósł apelację od wyroku sądu rejonowego do sądu okręgowego. Nie godząc się z kompromitującą klęską, mecenas Matusiak chciał nadal skazania za rzekome zniesławienie w stronach kamieniskie.info

Sąd okręgowy w Szczecinie nie miał jednak wątpliwości i wyrokiem z dnia 27 listopada 2018 roku, prawomocnie już uniewinnił oskarżonego MK od zarzutów stawianych mu przez Matusiaka w związku z publikacją w kamienskie.info

Próbowaliśmy kontaktować się z mecenasem Matusiakiem, niestety nie odbierał od nas telefonów i nie odpowiadał na smsy, wysłał jedynie emaila w którym zakazał nam jakichkolwiek publikacji na swój temat.

LC

Sędzia z zarzutami dyscyplinarnymi do resortu sprawiedliwości

Zarzut przewlekłości aż w 82 prowadzonych sprawach, niestosowanie się do zaleceń prezesa sądu, uchybienie godności urzędu sędziego. Mimo to praca w ministerstwie i podwójna pensja.

Mowa o sędzim Sądu Rejonowego w Olsztynie Tomaszu Koszewskim. Postępowanie dyscyplinarne przeciwko niemu zastępca rzecznika dyscyplinarnego wszczął pod koniec zeszłego roku. Nadal jest ono w toku. Tymczasem sędzia 18 czerwca br. został delegowany przez ministra sprawiedliwości do wykonywania czynności w podległym mu resorcie. Miał tam pracować do 17 grudnia br. Wczoraj okazało się jednak, że okres delegacji został sędziemu Koszewskiemu skrócony do 30 września br. Taką informację podało biuro prasowe MS po kilku dniach od zadania przez DGP pytań na temat okoliczności sprowadzenia sędziego do pracy w resorcie. Nie podano powodów takiej decyzji ministra.

– Sytuacja jest wprost niewiarygodna. To skandal, że dopiero interwencja dziennikarza spowodowała, że podjął on jedyną właściwą decyzję i skrócił okres delegacji sędziemu, na którym ciążą tak poważne zarzuty dyscyplinarne – komentuje Beata Morawiec, sędzia Sądu Okręgowego w Krakowie, prezes Stowarzyszenia Sędziów Themis.
Zarzuty i skargi

Wszczęcie postępowania dyscyplinarnego przeciw sędziemu Tomaszowi Koszewskiemu potwierdza Piotr Schab, rzecznik dyscyplinarny.

– Zarzuty dotyczą naruszenia wymogów w zakresie sprawności postępowania sądowego w 82 sprawach, niestosowania się do poleceń nadzorczych oraz uchybienia godności sprawowanego urzędu – wylicza rzecznik.

Od sędziów sądu, w którym orzekał Koszewski, słyszymy, że przez ponad rok nie podejmował on żadnych czynności w sprawach. A prezes Sądu Okręgowego w Olsztynie ma ponoć „obszerną teczkę ze skargami sąsiadów na zakłócanie przez sędziego Koszewskiego porządku domowego i ciszy”. DGP zapytał o to prezesa SO w Olsztynie, nadal czekamy na odpowiedź.

Co istotne, gdy minister podejmował decyzję o delegowaniu sędziego Koszewskiego do MS, w gmachu przy Al. Ujazdowskich musiano wiedzieć o zarzutach. Biuro prasowe resortu poinformowało bowiem, że „odpis postanowienia Zastępcy Rzecznika Dyscyplinarnego przy Sądzie Okręgowym w Olsztynie z 8 grudnia 2017 r. SD 14/17 o wszczęciu postępowania dyscyplinarnego przeciwko Tomaszowi Koszewskiemu – sędziemu Sądu Rejonowego w Olsztynie – wpłynął do Ministerstwa Sprawiedliwości 3 stycznia 2018 r.”. Czyli sześć miesięcy przed delegowaniem go do resortu.
Oburzenie środowiska

Sytuacja nie dziwi Krystiana Markiewicza, prezesa Stowarzyszenia Sędziów „Iustitia”.

– Tak się jakoś składa, że część sędziów, którzy przebywają na delegacjach w resorcie sprawiedliwości, ma albo prawomocne wyroki skazujące sądów dyscyplinarnych, albo postępowania dyscyplinarne w toku – zauważa.

Jako pierwszy i koronny przykład podaje wiceministra sprawiedliwości Łukasza Piebiaka, który został uznany za winnego prowadzenia wykładów bez zgody prezesa swojego sądu.

Markiewiczowi wtóruje Beata Morawiec.

– Przypadek sędziego Koszewskiego tylko potwierdza to, w jaki sposób minister dobiera kadry, które później pracują nad tzw. reformą sądownictwa. W środowisku mówi się nawet, że posiadanie choć jednej dyscyplinarki jest warunkiem koniecznym do tego, aby otrzymać delegację do resortu – ironizuje krakowska sędzia.

Delegacja do MS jest odbierana w środowisku sędziowskim jako swego rodzaju wyróżnienie, nagroda. Sędzia delegowany otrzymuje bowiem podwójną pensję (jedną ze swojego sądu, drugą z resortu), no i w okresie delegacji nie orzeka, a jego sprawy trafiają do referatu innych sędziów. Tak też było w przypadku sędziego Koszewskiego.

Referat, jaki zostawił po sobie Koszewski, jak słyszymy w jego sądzie, był w opłakanym stanie.

– Dziesiątki spraw leżały. W wielu od momentu ich wpływu sędzia Koszewski nie podjął żadnej czynności. A później poszedł na delegację i cały ten bałagan spadł na pozostałych sędziów, pomiędzy których rozdysponowano sprawy z jego referatu – żali się jeden z orzekających w olsztyńskim sądzie.
W gąszczu niedomówień

Ministerstwo Sprawiedliwości nie udzieliło informacji na temat tego, do jakiego wydziału w resorcie trafił sędzia Koszewski ani czym się zajmował w czasie delegacji.

Do całej sytuacji nie odniósł się sam zainteresowany, pomimo że, za pośrednictwem biura prasowego MS, pytaliśmy, czy chce zabrać głos i odnieść się do zarzutów stawianych mu przez rzecznika dyscyplinarnego.

Jeden z sędziów zwraca nam natomiast uwagę na fakt, że Koszewski orzeka w sądzie, którym obecnie kieruje Maciej Nawacki. Zastąpił on na stanowisku prezesa SR w Olsztynie Adama Barczaka, który został odwołany przez ministra sprawiedliwości w kontrowersyjnym trybie. Nota bene to właśnie Barczak był autorem poleceń nadzorczych, do których, jak twierdzi zastępca rzecznika dyscyplinarnego, Koszewski się nie stosował. Nawacki przyjął ministerialną propozycję pokierowania olsztyńskim sądem pomimo apeli stowarzyszeń sędziowskich, aby nie obejmować funkcji po wyrzucanych kolegach. Sędzia Maciej Nawacki, także wbrew wezwaniom środowiska, wystartował w wyborach i został wybrany do nowej, kształtowanej przez polityków Krajowej Rady Sądownictwa.

gazetaprawna.pl

Polska naruszyła Konwencję Praw Człowieka. Chodzi o ekshumacje smoleńskie

Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu wskazał w wyroku, że Polska naruszyła art. 8 Konwencji Praw Człowieka w sprawie ekshumacji smoleńskich.

Sprawę do ETPCz wniosły wdowy po Arkadiuszu Rybickim i Leszku Solskim, które nie zgadzały się na przymusową ekshumacje szczątków ich bliskich. Z informacji Onetu wynika, że rodziny mają dostać po 16 tys. euro odszkodowania (niecałe 70 tys. zł).

Artykuł 8. Konwencji Praw Człowieka dotyczy prawa do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego. Brzmi on:

– Każdy ma prawo do poszanowania swojego życia prywatnego i rodzinnego, swojego mieszkania i swojej korespondencji.
– Niedopuszczalna jest ingerencja władzy publicznej w korzystanie z tego prawa z wyjątkiem przypadków przewidzianych przez ustawę i koniecznych w demokratycznym społeczeństwie z uwagi na bezpieczeństwo państwowe, bezpieczeństwo publiczne lub dobrobyt gospodarczy kraju, ochronę porządku i zapobieganie przestępstwom, ochronę zdrowia i moralności lub ochronę praw i wolności osób.

Więcej: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,23943903,polska-naruszyla-konwencje-praw-czlowieka-chodzi-o-ekshumacje.html#s=BoxOpMT

Wałbrzych: Pobieranie opłat na parkingach przy ul. Kasztanowej, ul. Kilińskiego, ul. Rycerskiej, аl. Wyzwolenia oraz opłat za wynajem placu na parkingu przy ul. Rycerskiej – nielegalne!

Pobieranie opłat na parkingach przy ul. Kasztanowej, ul. Kilińskiego, ul. Rycerskiej, аl. Wyzwolenia oraz opłat za wynajem placu na parkingu przy ul. Rycerskiej w Wałbrzychu – nielegalne!

Tak 21 sierpnia 2018 r. orzekł WSA we Wrocławiu w sprawie o sygnaturze III SA/Wr 226/18 a dokładnie sąd stwierdził nieważność zarządzenia Prezydenta Miasta Wałbrzycha z dnia 30 kwietnia 2014 roku – zarządzenie numer 398/2014.

Okazuje się, iż Miasto Wałbrzych „ustanowiło” opłaty za parkowanie pojazdów na w/w ulicach pomimo , iż nie są to drogi publiczne. Miasto kazało sobie płacić dość wysokie stawki odpowiednio 2 zł i 15 zł za godzinę. Jednak skandalem był „opłata dodatkowa” 250,00 zł w przypadku nie uiszczenia opłaty.

Zarządzenie nr 398 Prezydent Miasta Wałbrzych

Okazuje się, iż osób ukaranych „opłatą dodatkową” było bardzo dużo ale nikt nie zaprotestował … do momentu kiedy Miasto Wałbrzych zaczęło dochodzić swoich należności w sądzie.

Wtedy właściciel aut które parkowały na spornym terenie zdecydował się zaskarżyć do WSA we Wrocławiu podstawę prawną -zarządzenie- które pozwalało na pobieranie opłat.

Wyrok sądu jaki zapadł 21 sierpnia 2018 roku jest jednoznaczny, zarządzenie Prezydenta Miasta Wałbrzych jest NIEWAŻNE! Oznacza to, iż an tej podstawie nie tylko parkujący auta mogą domagać się zwrotu „opłat dodatkowych” w wysokości 250 zł ale mogą domagać się także zwrotu opłat za parkowanie.

wyrok z uzasadnieniem parkowanie Walbrzych WSA III SA Wr 226-18

O ile możemy zrozumieć, iż Prezydent Miasta Wałbrzych może się nie znać na prawie i podpisać nieważne zarządzenie o tyle pytamy się dlaczego do tego dopuściły Pani radca prawny Jolanta Szewczyk i Pani radca prawny Julitta Hekiert?

Zaskarżone zarządzenie obowiązywała w okresie od 1 czerwca 2014 do 30 kwietnia 2015 roku. Wyrok nie jest prawomocny.

Kolejne zarządzenia dotyczące opłat parkingowych w Wałbrzychu także zostaną zaskarżone do WSA przez tę samą osobę.

LC

„Dyżurna prokuratura” od pobicia kobiet. Nie pierwszy raz umarzała niewygodne dla PiS sprawy

„Dyżurna prokuratura” – tak o decyzjach prokurator Magdaleny Kołodziej ze stołecznej Prokuratury Okręgowej mówi lider PO Grzegorz Schetyna. Dziennikarze przypominają, że w ostatnich miesiącach Kołodziej umarzała kontrowersyjne postępowania.

Kilka dni temu informowaliśmy o prokuratorskim umorzeniu śledztwa ws. pobicia kobiet podczas organizowanego przez narodowców Marszu Niepodległości 11 listopada ubiegłego roku.

Według prokurator Magdaleny Kołodziej z Prokuratury Okręgowej w Warszawie szarpanie, uderzanie i wyzywanie kobiet było „okazywaniem niezadowolenia” przez uczestników marszu. RMF FM podało, że prokuratura nie zidentyfikowała i nie przesłuchała podejrzanych.

Sala Kolumnowa i przepustki do Sejmu

Jak się okazuje, tam sama prokurator w lipcu tego roku umorzyła postępowanie w sprawie kryzysu sejmowego w grudniu 2016 r., kiedy decyzją marszałka Sejmu poseł PO Michał Szczerba został wykluczony z obrad, a te po blokadzie mównicy zostały przeniesione do Sali Kolumnowej.

Jak informował w lipcu Onet.pl, prokurator Kołodziej nie zgadzała się z zarzutami opozycji o łamaniu prawa przez PiS. W uzasadnieniu stwierdzała, że to opozycja „zakłócała prace Sejmu” i prowokowała marszałka. Wznowienie śledztwa mimo tej decyzji nakazał wówczas sędzia Igor Tuleya.

„Fakty” TVN przypominają, że Magdalena Kołodziej odmówiła wszczęcia postępowania w sprawie zakazu wydania dziennikarzom jednorazowych wejściówek do Sejmu w trakcie protestu osób niepełnosprawnych. Przekonywała w uzasadnieniu, że nie było to „utrudnianiem czy tłumieniem krytyki prasowej”.

– Tu nie ma przypadku. To jest, niestety, dyżurna prokuratura – komentował w rozmowie z reporterem „Faktów” lider PO Grzegorz Schetyna. Prokuratura odmówiła „Faktom” komentarza.

Więcej: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114884,23922497,prokurator-kilkukrotnie-umarzala-sprawy-niewygodne-dla-prawicy.html#BoxNewsImg&a=66&c=96