Adwokat Szymon Matusiak ze Szczecina musi przeprosić za kłamstwa

W marcu zapadł przed Sądem Apelacyjnym we Wrocławiu wyrok na mocy którego szczeciński adwokat Szymon Matusiak został zmuszony do przeproszenia za swoje kłamstwa wypowiadane pod adresem jednej ze spółek. Sąd nie miał najmniejszych wątpliwości co do kłamstw adwokata i to wyrażanych publicznie na łamach Kuriera Szczecińskiego. Dlatego też adwokat został zobowiązany do przeprosin na łamach tego samego tytułu prasowego.

Przeprosiny Matusiak

Przeprosiny Matusiak

Przypomnijmy, iż wcześniej adwokat Szymon Matusiak został ukarany przez dziekana ORA w Szczecinie za obraźliwe odnoszenie się do klientów. O złych nawykach adwokata pisaliśmy także wcześniej na naszych łamach http://www.bezprawie.pl/?p=546

Adwokat Szymon Matusiak ze Szczecina lubi sobie pożartować ….

Otrzymaliśmy od naszych czytelników, sygnał o adwokacie „żartownisiu” ze Szczecina. Informacja była tak szokująca, iż na pierwszy rzut oka wydawała się niewiarygodna. Jednak po szybkim sprawdzeniu profili FB mecenasa Szymona Matusika ze Szczecina byliśmy bardzo zaskoczeni i zniesmaczeni. Właściwie bez komentarza przedstawiamy „żarty” adwokata Matusiaka, prezentowane na oficjalnym i publicznym profilu. Ocenicie je Państwo sami. Ale bez wątpienia nie tylko są to niesmaczne „żarty” są wręcz chamskie. Zaraz po powiadomieniu rzecznika prasowego ORA w Szczecinie profil został zablokowany. Jednak przez wiele miesięcy publiczność mogła podziwiać poczucie humoru adwokata Szymona Matusiaka.

matusiak_fb_00 matusiak_fb_01 matusiak_fb_02 matusiak_fb_03 matusiak_fb_04 matusiak_fb_05

Pomimo wielokrotnych prób nie udało się nam uzyskać komentarza adwokata Szymona Matusiaka ze Szczecina.
Czekamy natomiast na stanowisko rzecznika prasowego ORA w Szczecinie.

AKTUALIZACJA: 20-04-2015
Otrzymaliśmy informację od rzecznika prasowego ORA w Szczecinie, iż sprawa została skierowana do rzecznika odpowiedzialności dyscyplinarnej ORA w Szczecinie. O sprawie będziemy informować. Docierają do nas kolejne sygnały, dotyczące niezgodnie z prawem działania adwokata Szymona Matusiaka.

LC

Zatrzymanie adwokata po prowokacji dziennikarskiej. Był gotów sfałszować testament za 65 tys. zł

Funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego zatrzymali w czwartek szczecińskiego adwokata Marka K. W wyniku prowakcji dziennikarskiej „Superwizjera TVN” udało się ustalić, że mecenas gotowy był za 65 tys. zł sfałszować testament. Teraz grozi mu do 10 lat więzienia.

Sprawę ujawnili dziennikarze „Superwizjera TVN”, do których od pół roku docierały sygnały na temat nielegalnej działalności mecenasa Marka K. Reporterka poprosiła adwokata o pomoc, tłumacząc, że dwa miesiące temu zmarła jej matka, nie zostawiwszy po sobie testamentu. Wyjaśniła, że ma również dwóch braci i chciałaby uniknąć walki o spuściznę po mamie.

– Okoliczności, o których pani mówi, nie są mi obce – przyznał adwokat. – Prowadziłem już taką sprawę, gdzie pomogłem – mówił także. Następnie mecenas zapytał, czy kobieta dysponuje dokumentami lub listami, które pisała matka. – Pisma do urzędu, listy do ciotki, wujka, pocztówki – wyliczał. Ostatecznie „klienci” umówili się z adwokatem na spreparowanie testamentu, który miał się „odnaleźć w podomce” zmarłej matki. Wszystko za 65 tys. zł.

Zawiadomieni przez dziennikarzy funkcjonariusze CBŚ zatrzymali adwokata w dniu, w którym umówił się z reporterką „Superwizjera” na odbiór sfałszowanego testamentu. Jak podaje „Superwizjer” w sporządzeniu testamentu adwokatowi miała pomóc – jak to ujął – „firma zewnętrzna”.

CBŚ zabezpieczyło też ponad 700 akt spraw prowadzonych przez kancelarię Marka K.

Teraz sam potrzebuje adwokata

Adwokat przebywa obecnie w areszcie, a prokuratura postawiła mu już zarzuty, m.in. brania udziału w fałszowaniu dokumentów i w oszustwie. Prokurator wystąpił również do sądu o tymczasowy areszt.

– Prokurator skierował wniosek o zastosowanie wobec podejrzanego tymczasowego aresztowania – mówiła TVN24 Małgorzata Wojciechowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Szczecinie. – Wniosek prokuratora został uwzględniony. Sąd zastosował tymczasowe aresztowanie na okres dwóch miesięcy, ale wyznaczył również kwotę poręczenia majątkowego w wysokości 300 tys. zł. Wpłacenie tego poręczenia będzie skutkowało uchyleniem tymczasowego aresztu.

Adwokata czeka również postępowanie dyscyplinarne, które rozpoczęła już Szczecińska Rada Adwokacka.

Co z tajemnicą adwokacką?

Kontrowersje wśród członków Rady Adwokackiej wzbudził natomiast fakt zabezpieczenia przez prokuraturę akt spraw prowadzonych przez Marka K. Zgodę na wgląd do akt wydał prokuratorom sąd, jednak członkowie Rady obawiają się, że może naruszona zostać tajemnica adwokacka.

Zdaniem Włodzimierza Łyczywka z Okręgowej Rady Adwokackiej w Szczecinie, nie jest pożądane, aby prokuratura mogła zaglądać do akt spraw, w których zawarte są tajemnice powierzane mecenasom przez klientów. – To jest niewyobrażalna rzecz od dwóch tysięcy lat, od kiedy istnieje pomoc prawna – mówił Łyczywek w TVN24.

Miał już sprawę dyscyplinarną

Marek K. w 2006 r. został już raz ukarany przez sąd dyscyplinarny karą grzywny – ponad 3 tys. zł i pięcioletnim zakazem opieki nad aplikantami. „Karę dyscyplinarną orzeczono, gdyż mecenas nie powiadomił swojej klientki o niekorzystnym dla niej wyroku, wobec czego musiała ona zapłacić kilka tysięcy karnych odsetek. Sąd Najwyższy podtrzymał wskazany wyrok sądu dyscyplinarnego. Jak nieoficjalnie ustalili dziennikarze, mecenas nie respektował postanowienia sądu i cały czas prowadził aplikanta” – podaje „Superwizjer”.

tvn24.pl

Prezesi stoczni chcą milionów za areszt

Uniewinnieni prezesi stoczniowego holdingu będą domagać się przed sądem wysokich odszkodowań i zadośćuczynienia za ich aresztowanie w 2002 r. – Zrujnowano nam kariery – mówi Krzysztof Piotrowski, , były prezes stoczni, który osiem lat czekał na sprawiedliwość
Sąd prawdopodobnie już w listopadzie zajmie się sprawą odszkodowań i zadośćuczynienia dla siedmiu byłych szefów dawnej Stoczni Szczecińskiej Porta Holding SA.

– Czekamy tylko na akta sprawy, które były ostatnio w Sądzie Najwyższym – mówi Piotrowski.

SN zajmował się wnioskiem prokuratury o kasację wyroku uniewinniającego prezesów holdingu stoczniowego. 5 października wniosek został oddalony. Tym samym ostatecznie skończyła się sprawa, w której oskarżonymi byli dawni prezesi stoczni. Prokuratura zarzuciła im najpierw malwersację, a potem nadużycie uprawnień, brak dbałości i „wyrządzenie w mieniu spółki szkody majątkowej w wielkich rozmiarach w łącznej kwocie ok. 68 mln zł”.

– Zrujnowano nam kariery, dwumiesięczny areszt odbił się na moim zdrowiu – mówi Piotrowski. – Moja żona musiała zrezygnować z kariery naukowej. Nigdy już nie wróciłem do takiej aktywności zawodowej, jak kiedyś. Przez osiem lat musiałem tłumaczyć się z tego, czego nie zrobiłem. Mimo wyroku uniewinniającego, zawodowo mi się nie poukładało. Pracuję na Politechnice Poznańskiej. Wykładam tematy niezwiązane z branżą okrętową. Nie czuję się usatysfakcjonowany.

Areszt załamał też karierę 67-letniego dziś Marka Tałasiewicza, który dopiero teraz, startując z listy PO do sejmiku, w pełni wraca do życia publicznego.

– W 2002 roku mogłem jeszcze wiele zrobić, byłem młodszy, byłem zdrowy – mówi Tałasiewicz. – Sprawa została zamknięta dopiero po ośmiu latach. I jest to skandal.

Przypadek Tałasiewicza jest zresztą najbardziej kuriozalny. Jako oskarżony o niezachowanie ostrożności przy podpisaniu przez zarząd trzech uchwał, nigdy nie usłyszał od prokuratora, na czym konkretnie polegało jego przestępstwo.

– Z tego, co wiem, pozostali prezesi przeszli na emeryturę, tylko Arkadiusz Goj jeszcze pracuje, w Szwajcarii – mówi Piotrowski.

Wniosek o odszkodowanie i zadośćuczynienie każdy z uniewinnionych złożył osobno. Sprawy mają być jednak w sądzie rozpatrywane razem. Jakich pieniędzy domagają się? Piotrowski nie chce tego ujawnić. Na pewno każdy przypadek jest inny. Nieoficjalnie wiemy, że w grę wchodzą kwoty około miliona złotych (za wyjątkiem Marka Tałasiewicza, który domaga się mniejszego odszkodowania).

– Kiedy zostałem aresztowany, byłem już w okresie wypowiedzenia – tłumaczy Tałasiewicz. – Miałem zacząć pracę na uczelni. Miałem deklarację na piśmie. Areszt i to, co się działo później, ten plan zniszczyły.

Według Piotrowskiego pieniądze będą potrzebne przede wszystkim na opłacenie adwokatów, którzy ich bronili. Prezesi wzięli tych z górnej półki: Marka Mikołajczyka, Bartłomieja Sochańskiego, Michała Domagałę, Wojciecha Wąsowicza.

– W moim przypadku panowie Sochański i Wąsowicz czekają na pieniądze – przyznaje Piotrowski.

W 2002 r. na skutek załamania się rynku okrętowego szczecińska stocznia straciła płynność finansową. Szefowie spółki przygotowywali się do kryzysu od kilku lat, inwestując w handel paliwami. Krzysztof Piotrowski twierdzi, że stocznia potrzebowała od rządu Leszka Millera (SLD) jedynie gwarancji kredytowych. Usłyszeli, że „prywatnym państwo nie pomaga”. Byli prezesi są przekonani, że lewicowy rząd z premedytacją doprowadził do zatopienia stoczni.

– Chodziło o przejęcie bazy paliwowej w Świnoujściu, która należała do holdingu – twierdzi Piotrowski. – Po naszym aresztowaniu Portę Petrol kupiła spółka Prolim należąca do Jerzego Jędrykiewicza, wówczas członka władz krajowych SLD i szefa tej partii na Pomorzu.

Sąd ogłosił upadłość stoczni w lipcu 2002 r. Prezesi holdingu zostali 20 dni wcześniej. Zresztą zapowiedział to publicznie ówczesny szef MSWiA Krzysztof Janik. Wszystko odbyło się w atmosferze burzliwych demonstracji stoczniowców na ulicach Szczecina domagających się szybkiego ukarania winnych katastrofy stoczni.

Proces ciągnął się trzy i pół roku i był największym gospodarczym procesem w dziejach szczecińskiego sądu okręgowego. Na ławie oskarżonych zasiadł były prezes Stoczni Szczecińskiej Porta Holding SA Krzysztof Piotrowski oraz wiceprezesi i członkowie zarządu Ryszard Kwidzyński, Grzegorz Huszcz, Zbigniew Gąsior, Andrzej Żarnoch, Arkadiusz Goj i Marek Tałasiewicz. Z każdą rozprawą okazywało się, że akt oskarżenia rozpada się w pył, a na jaw wychodzą zaskakujące okoliczności jego powstania (zignorowany został m.in. dokument Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który był korzystny dla prezesów). W trakcie procesu runął filar aktu oskarżenia: opinie biegłych prokuratury, którzy – zeznając – przyznali w końcu rację oskarżonym.

gazeta.pl