Kolejna klęska adwokata Szymona Matusiaka ze Szczecina

W 2015 roku jako pierwsi ujawniliśmy skandaliczne wpisy szczecińskiego adwokata na swoim profilu FB. Nasza informacja wywołała natychmiastowa reakcję ORA w Szczecinie, wpisy zostały usunięte ale mecenas nie został ukarany.

To na tyle rozzuchwaliło Matusiaka, iż w 2017 roku skierował przeciwko redaktorowi naczelnemu bezprawie.pl prywatny akt oskarżenia, zarzucając …. zniesławienie. Oczywiście zarzuty były wyssane z palca, ponieważ ujawniliśmy tylko to co napisała oskarżyciel na swoim publicznym profilu FB dostępnym dla każdego, nawet dla osób, które nie miały konta w tym popularnym serwisie społecznościowym.

A poziom „żartów” adwokata Szymona Matusiaka był taki jak poniżej.

Przez dwa lata toczył się przed SR w Szczecinie proces, proces bez precedensu, w którym skompromitowany swoimi „żartami” adwokat chciał przeprosin za publikacje. Sąd jednak nie miał wątpliwości i w dniu 18 kwietnia br wydał wyrok UNIEWINNIAJĄCY. Po raz kolejny Matusiak poniósł klęskę we własnej sprawie, tym bardziej musi to być bolesna klęska.

Wyrok nie jest prawomocny.

Czytaj także: http://www.bezprawie.pl/?p=546

Adwokat Szymona Matusiak ze Szczecina oskarżył swojego byłego klienta o zniesławienie i przegrał w sądzie

Zadaniem adwokata jest bronić swoich klientów a czasami też oskarżać w imieniu swoich klientów. Bardzo rzadka zdarza się że to adwokat oskarża i do tego pełnomocnika swojego klienta.

Mowa o szczecińskiem adwokacie Szymonie Matusiaku, który oskarżył prokurenta spółki M o to, iż miał go zniesławić. Jak możemy przeczytać w prywatnym akcie oskarżenia „za pośrednictwem środków masowego przekazu dokonał zniesławienia Szymona Matusiaka przez to, że na stronie internetowej „www.kamienskie.info” w dniu 22 kwietnia 2015r. oskarżony MK pomówił adwokata Szymona Matusiaka o skrajne naruszenie etyki zawodowej adwokata i działanie na szkodę spółki „M…” z siedziba w…….., w której MK był i jest prokurentem, jak również o to iż adw. Szymon Matusiak działał na szkodę swoich klientów, to jest o czyn z art. 212 § 2 kk

Sprawa toczyła się przed Sądem Rejonowym Szczecin – Prawobrzeże i Zachód w Szczecinie pod sygnaturą VI K 262/16. Przesłuchano wielu świadków w tym konkubinę adwokata Szymona Matusiaka, innych adwokatów ze Szczecina, byłych i obecnych klientów adwokata.

Po dwóch latach procesu sędzia Krystian Kwolek wydał wyrok nie mając najmniejszych wątpliwości, iż o zniesławieniu nie może być mowy i uniewinnił oskarżonego od czynów zarzucanych mu przez adwokata Szymona Matusiaka.

Adwokat skorzystał z przysługującego mu prawa i wniósł apelację od wyroku sądu rejonowego do sądu okręgowego. Nie godząc się z kompromitującą klęską, mecenas Matusiak chciał nadal skazania za rzekome zniesławienie w stronach kamieniskie.info

Sąd okręgowy w Szczecinie nie miał jednak wątpliwości i wyrokiem z dnia 27 listopada 2018 roku, prawomocnie już uniewinnił oskarżonego MK od zarzutów stawianych mu przez Matusiaka w związku z publikacją w kamienskie.info

Próbowaliśmy kontaktować się z mecenasem Matusiakiem, niestety nie odbierał od nas telefonów i nie odpowiadał na smsy, wysłał jedynie emaila w którym zakazał nam jakichkolwiek publikacji na swój temat.

LC

Prawnik miał przywłaszczyć ponad milion złotych. „Wykorzystywał zaufanie klientów”

Pomagał wywalczyć odszkodowania, a później przed swoimi klientami zatajał fakt otrzymania pieniędzy, które przychodziły na konto kancelarii. Tak – zdaniem prokuratorów z Legnicy (woj. dolnośląskie) – działał miejscowy adwokat. Prawnik miał przywłaszczyć sobie ponad milion złotych. Zdaniem śledczych adwokat Zbigniew Ś. w latach 2014-2016 miał przywłaszczać pieniądze klientów, których reprezentował w sprawach o odszkodowania za śmierć ich bliskich. – Pieniądze wypłacane za śmierć osób bliskich, z tytułu obrażeń ciała odniesionych w wypadkach komunikacyjnych i za szkodę w mieniu były wpłacane na konto bankowe prowadzone przez Ś. kancelarii adwokackiej – informuje Lidia Tkaczyszyn z Prokuratury Okręgowej w Legnicy.

Prokuratura: zatajał fakt przelewów, pieniądze przeznaczał dla siebie

Jak ustalili prokuratorzy mężczyzna wykorzystywał zaufanie osób, które reprezentował. Pełnomocnictwa od klientów obejmowały nie tylko zgodę na przelewanie na konto kancelarii odszkodowań, ale także na odbieranie korespondencji w prowadzonych przez adwokata sprawach i decyzji o przyznaniu odszkodowań.

– Zbigniew Ś. zatajał przed klientami fakt przyznania pieniędzy oraz wpłaty należnych środków na konto kancelarii. Następnie przeznaczał pieniądze na własne potrzeby – mówi Tkaczyszyn. Co gdy klienci nabierali podejrzeń? Jak twierdzą śledczy zaniepokojonym osobom adwokat przekazywał nieprawdziwe informacje dotyczące stanu danej sprawy, a później unikał z nimi kontaktu. W ten sposób mecenas miał przywłaszczyć ponad milion złotych.

Do winy się nie przyznaje

Mężczyzna został zatrzymany. Usłyszał 10 zarzutów. Ś. nie przyznał się do winy. Nie chciał też złożyć wyjaśnień. Prokuratorzy skierowali do sądu wniosek o tymczasowe aresztowanie mężczyzny. – Przesłankami była obawa ukrywania się przed organami ścigania oraz surowość zagrożenia karą pozbawienia wolności za zarzucane mu przestępstwa – wyjaśnia prokurator. Sąd zastosował się do wniosku śledczych. Mężczyzna najbliższe trzy miesiące ma spędzić w areszcie chyba, że wpłaci kaucję w wysokości 50 tysięcy złotych. Wówczas środek zapobiegawczy zostanie zamieniony na dozór policji, zakaz opuszczania kraju i zatrzymanie paszportu. Sprawą zajmuje się Prokuratura Okręgowa w Legnicy.

http://www.tvn24.pl

Adwokat Szymon Matusiak ze Szczecina musi przeprosić za kłamstwa

W marcu zapadł przed Sądem Apelacyjnym we Wrocławiu wyrok na mocy którego szczeciński adwokat Szymon Matusiak został zmuszony do przeproszenia za swoje kłamstwa wypowiadane pod adresem jednej ze spółek. Sąd nie miał najmniejszych wątpliwości co do kłamstw adwokata i to wyrażanych publicznie na łamach Kuriera Szczecińskiego. Dlatego też adwokat został zobowiązany do przeprosin na łamach tego samego tytułu prasowego.

Przeprosiny Matusiak

Przeprosiny Matusiak

Przypomnijmy, iż wcześniej adwokat Szymon Matusiak został ukarany przez dziekana ORA w Szczecinie za obraźliwe odnoszenie się do klientów. O złych nawykach adwokata pisaliśmy także wcześniej na naszych łamach http://www.bezprawie.pl/?p=546

Adwokat Szymon Matusiak ze Szczecina lubi sobie pożartować ….

Otrzymaliśmy od naszych czytelników, sygnał o adwokacie „żartownisiu” ze Szczecina. Informacja była tak szokująca, iż na pierwszy rzut oka wydawała się niewiarygodna. Jednak po szybkim sprawdzeniu profili FB mecenasa Szymona Matusika ze Szczecina byliśmy bardzo zaskoczeni i zniesmaczeni. Właściwie bez komentarza przedstawiamy „żarty” adwokata Matusiaka, prezentowane na oficjalnym i publicznym profilu. Ocenicie je Państwo sami. Ale bez wątpienia nie tylko są to niesmaczne „żarty” są wręcz chamskie. Zaraz po powiadomieniu rzecznika prasowego ORA w Szczecinie profil został zablokowany. Jednak przez wiele miesięcy publiczność mogła podziwiać poczucie humoru adwokata Szymona Matusiaka.

matusiak_fb_00 matusiak_fb_01 matusiak_fb_02 matusiak_fb_03 matusiak_fb_04 matusiak_fb_05

Pomimo wielokrotnych prób nie udało się nam uzyskać komentarza adwokata Szymona Matusiaka ze Szczecina.
Czekamy natomiast na stanowisko rzecznika prasowego ORA w Szczecinie.

AKTUALIZACJA: 20-04-2015
Otrzymaliśmy informację od rzecznika prasowego ORA w Szczecinie, iż sprawa została skierowana do rzecznika odpowiedzialności dyscyplinarnej ORA w Szczecinie. O sprawie będziemy informować. Docierają do nas kolejne sygnały, dotyczące niezgodnie z prawem działania adwokata Szymona Matusiaka.

LC

Wrocław: Skazany były poseł na wolności. Powód? Sędziowie zapomnieli o obrońcy…

Wrocławski przedsiębiorca i były poseł Zenon M. miał wyłudzić przeszło 22 mln zł bankowych kredytów. Wszystko działo się przed piętnastoma laty. Ale do dziś nie może zapaść prawomocny wyrok w tej sprawie. Kilka miesięcy temu Sąd Najwyższy – już drugi raz z rzędu – uchylił wyrok pięciu lat więzienia. Powód? Banalny. Wrocławski Sąd Apelacyjny nie zawiadomił o rozprawie jednego z dwóch obrońców oskarżonego biznesmena.

Teraz rozprawę trzeba będzie powtórzyć. Pierwszy raz Zenon M. został skazany w 2011 roku przez wrocławski Sąd Okręgowy. Wyrok ten utrzymał Sąd Apelacyjny ale uchylił Najwyższy w 2012 roku. Nakazał przesłuchanie w Sądzie Apelacyjnym jednego ze świadków. W 2013 roku zapadł kolejny wyrok – pięciu lat więzienia.

Oskarżonego broniło dwóch adwokatów. O terminie rozprawy – na której mieli przemawiać obrońcy – zawiadomiono tylko jednego.

W kasacji od tego wyroku obrońcy Zenona M. przekonywali, że to ograniczenie prawa do obrony. Bardzo poważny zarzut. Choć mieli znacznie więcej zarzutów do wyroku Sądu Apelacyjnego.

Ale Sąd Najwyższy w ogóle nie zajmował się innymi argumentami za uchyleniem wyroku pięciu lat. Wystarczyła tylko ta jedna sprawa – nie zawiadomiony obrońca. W lutym kolejny już więc raz – trzeci w ciągu ostatnich czterech lat – Sąd Apelacyjny będzie się zajmował sprawą Zenona M.

Przed laty był on jednym z najbogatszych wrocławian. Sponsorował drużynę koszykarską. Na początku lat 90-tych był posłem. Z kolei na początku kolejnej dekady trafił do aresztu. Właśnie m.in. w związku z podejrzeniami wyłudzania bankowych kredytów.

Kiedy przed rokiem przypominaliśmy jego sylwetkę mówił nam, ze jest pewien uchylenia przez Sąd Najwyższy wyroku skazującego. Jak się okazało miał rację.

Czytaj więcej: http://www.gazetawroclawska.pl/artykul/3740125,wroclaw-skazany-byly-posel-na-wolnosci-powod-sedziowie-zapomnieli-o-obroncy,id,t.html

Były adwokat staje przed sądem. Za kierowanie gangiem oszustów

Krzysztof S. – przed laty wrocławski aplikant adwokacki, a potem adwokat z szansami na wielką, prawniczą karierę – dziś będzie odpowiadał przed sądem za kierowanie gangiem oszustów. Siedzi w areszcie. Prokuratura przekonuje w akcie oskarżenia, że wśród jego ofiar są firmy z Czech i Słowacji. Płaciły mu po kilkadziesiąt tysięcy euro za dostawy cukru czy 400 tysięcy litrów oleju słonecznikowego. Kancelaria prawna, z którą związany był Krzysztof S. – miała być gwarantem wiarygodności całej transakcji. Nabywcy – gdy już się zorientowali, że doszło do oszustwa – nie mieli od kogo odzyskać zapłaconych za towar pieniędzy.
Śledztwo w tej sprawie prowadziły wrocławska prokuratura Krzyki Zachód oraz policja. Krzysztof S. przez wiele miesięcy był poszukiwany listem gończym. Dziś siedzi w areszcie. W kwietniu jego sprawa trafiła do sądu. Zdaniem prokuratury, Krzysztof S. – jeszcze jako prawnik związany z korporacją adwokacką – kierował zorganizowaną grupą przestępczą, zajmującą się oszustwami.

Wcześniej był właścicielem firmy, która miała koncesję na handel paliwami.

Wiosną 2010 roku sprzedał tę firmę mieszkańcowi Wrocławia. Zdaniem prokuratury – jednemu z członków gangu. Śledczy przekonują, że to była fikcja, bo wszystkim cały czas kierował Krzysztof S. „Paliwowa” firma z nowym prezesem zaczęła oferować do sprzedaży… cukier w dużych ilościach.

Oto przykład takiej transakcji. Pod koniec kwietnia 2010 roku firma ze Słowacji dostała ofertę zakupu cukru od wrocławskiej firmy. Słowacki przedsiębiorca przyjechał na rozmowy. Negocjacje prowadzono w biurze firmy przy ul. Powstańców Śląskich. Szybko ustalono warunki transakcji i dostawy. W negocjacjach uczestniczyły osoby, które – jak dziś twierdzi prokuratura – należały do gangu kierowanego przez Krzysztofa S.

Firma ze Słowacji zawarła umowę. Wynikało z niej, że treść kontraktu przygotowała wrocławska kancelaria prawna. Ta, z którą z wiązany był aplikant, potem mecenas S.

Na wskazane w umowie konto ze Słowacji przysłano pieniądze. Ale cukier nigdy nie dotarł do kontrahenta. Zaniepokojony szef firmy wydzwaniał do Wrocławia. W końcu skontaktował się z Krzysztofem S. , reprezentantem kancelarii przygotowującej projekt umowy. Mecenas miał go uspokajać, że wszystko jest w porządku, a cukier na pewno dotrze na miejsce przeznaczenia, bo partner jest wiarygodny.

Cukier nigdy nie dotarł na Słowację. Oszukany biznesmen ustalił później, że firma transportowa, która miała dostarczyć mu towar, nigdy nie dostała takiego zlecenia, zaś cukrownia nigdy nie sprzedawała cukru wrocławskiej firmie paliwowej. Natomiast biuro, w którym prowadzono negocjacje… było wynajęte na kilka godzin. Pieniądze słowackiej firmy zostały wypłacone w gotówce.

Akt oskarżenia opisuje kilka podobnych transakcji. Oszukane mają być zarówno polskie firmy – które zapłaciły za dostawę napojów, jak i dwie czeskie. Jedna nie doczekała się oleju słonecznikowego, druga cukru.

Krzysztof S. nie jest już adwokatem. Sam zrezygnował z korporacji. Nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów. W śledztwie przekonywał, że był przekonany o rzetelności firm, które miały dostarczać partnerom cukier, napoje czy olej. On sam nie miał z transakcjami nic wspólnego.

gazetawroclawska.pl

Zatrzymanie adwokata po prowokacji dziennikarskiej. Był gotów sfałszować testament za 65 tys. zł

Funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego zatrzymali w czwartek szczecińskiego adwokata Marka K. W wyniku prowakcji dziennikarskiej „Superwizjera TVN” udało się ustalić, że mecenas gotowy był za 65 tys. zł sfałszować testament. Teraz grozi mu do 10 lat więzienia.

Sprawę ujawnili dziennikarze „Superwizjera TVN”, do których od pół roku docierały sygnały na temat nielegalnej działalności mecenasa Marka K. Reporterka poprosiła adwokata o pomoc, tłumacząc, że dwa miesiące temu zmarła jej matka, nie zostawiwszy po sobie testamentu. Wyjaśniła, że ma również dwóch braci i chciałaby uniknąć walki o spuściznę po mamie.

– Okoliczności, o których pani mówi, nie są mi obce – przyznał adwokat. – Prowadziłem już taką sprawę, gdzie pomogłem – mówił także. Następnie mecenas zapytał, czy kobieta dysponuje dokumentami lub listami, które pisała matka. – Pisma do urzędu, listy do ciotki, wujka, pocztówki – wyliczał. Ostatecznie „klienci” umówili się z adwokatem na spreparowanie testamentu, który miał się „odnaleźć w podomce” zmarłej matki. Wszystko za 65 tys. zł.

Zawiadomieni przez dziennikarzy funkcjonariusze CBŚ zatrzymali adwokata w dniu, w którym umówił się z reporterką „Superwizjera” na odbiór sfałszowanego testamentu. Jak podaje „Superwizjer” w sporządzeniu testamentu adwokatowi miała pomóc – jak to ujął – „firma zewnętrzna”.

CBŚ zabezpieczyło też ponad 700 akt spraw prowadzonych przez kancelarię Marka K.

Teraz sam potrzebuje adwokata

Adwokat przebywa obecnie w areszcie, a prokuratura postawiła mu już zarzuty, m.in. brania udziału w fałszowaniu dokumentów i w oszustwie. Prokurator wystąpił również do sądu o tymczasowy areszt.

– Prokurator skierował wniosek o zastosowanie wobec podejrzanego tymczasowego aresztowania – mówiła TVN24 Małgorzata Wojciechowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Szczecinie. – Wniosek prokuratora został uwzględniony. Sąd zastosował tymczasowe aresztowanie na okres dwóch miesięcy, ale wyznaczył również kwotę poręczenia majątkowego w wysokości 300 tys. zł. Wpłacenie tego poręczenia będzie skutkowało uchyleniem tymczasowego aresztu.

Adwokata czeka również postępowanie dyscyplinarne, które rozpoczęła już Szczecińska Rada Adwokacka.

Co z tajemnicą adwokacką?

Kontrowersje wśród członków Rady Adwokackiej wzbudził natomiast fakt zabezpieczenia przez prokuraturę akt spraw prowadzonych przez Marka K. Zgodę na wgląd do akt wydał prokuratorom sąd, jednak członkowie Rady obawiają się, że może naruszona zostać tajemnica adwokacka.

Zdaniem Włodzimierza Łyczywka z Okręgowej Rady Adwokackiej w Szczecinie, nie jest pożądane, aby prokuratura mogła zaglądać do akt spraw, w których zawarte są tajemnice powierzane mecenasom przez klientów. – To jest niewyobrażalna rzecz od dwóch tysięcy lat, od kiedy istnieje pomoc prawna – mówił Łyczywek w TVN24.

Miał już sprawę dyscyplinarną

Marek K. w 2006 r. został już raz ukarany przez sąd dyscyplinarny karą grzywny – ponad 3 tys. zł i pięcioletnim zakazem opieki nad aplikantami. „Karę dyscyplinarną orzeczono, gdyż mecenas nie powiadomił swojej klientki o niekorzystnym dla niej wyroku, wobec czego musiała ona zapłacić kilka tysięcy karnych odsetek. Sąd Najwyższy podtrzymał wskazany wyrok sądu dyscyplinarnego. Jak nieoficjalnie ustalili dziennikarze, mecenas nie respektował postanowienia sądu i cały czas prowadził aplikanta” – podaje „Superwizjer”.

tvn24.pl

Zamiast kont klientów, podawał swoje. Adwokat wyłudził 2 mln zł?

Adwokata, który miał wyłudzić od swoich klientów prawie dwa mln zł, zatrzymała krakowska policja. 34-latkowi postawiono zarzut oszustwa dotyczącego mienia znacznej wartości. Mężczyzna został aresztowany na dwa miesiące. Adwokat reprezentował swoich klientów w sądzie cywilnym. – Proceder był banalnie prosty. W finalnym etapie prowadzonych spraw adwokat podawał w sądzie, zamiast konta reprezentowanej strony, swój numer konta bankowego. Pieniądze należne klientom, nigdy do nich nie trafiały – mówi Mariusz Ciarka, z małopolskiej policji.

Jak informuje małopolska policja, adwokat najczęściej reprezentował osoby, które dochodziły przed sądem roszczeń za działki przejęte pod budowę autostrady lub w sprawach kupna – sprzedaży nieruchomości.

Jak podaje krakowska prokuratura, podejrzany Tomasz S. wszystkie sprawy prowadził w Krakowie. Jednak jest wpisany na listę adwokatów w Rzeszowie.

Nie przyznał się do winy

– Przesłuchiwany w charakterze podejrzanego nie przyznał się do przedstawianych mu zarzutów. Podaje pewne okoliczności związane z poszczególnymi czynami, które są mu zarzucane. Te czynności muszą zostać zweryfikowane – zaznacza Bogusława Marcinkowska, z krakowskiej prokuratury okręgowej.

Mężczyźnie grozi kara do 10 lat pozbawienia wolności. Postępowanie w tej sprawie jest prowadzone pod nadzorem Prokuratury Rejonowej Kraków Śródmieście Zachód.

TVN24

Adwokat wziął pieniądze i… nawet nie poszedł do sądu

– Trzeba mocno przegiąć, by znaleźć się na skraju wyrzucenia z naszych struktur – mówi rzecznik dyscyplinarny lubuskiej adwokatury. Do takiej „ściany” doszedł m.in. Andrzej Pleszkun, mecenas z Gorzowa, ostatnio bardziej znany jako wiceprezes Wiary Lecha. Adwokatura zawiesiła go, bo wziął pieniądze od klientki, a nawet nie założył sprawy w sądzie. Dziś w Lubuskiem jest tylko dwóch zawieszonych adwokatów. To Michał Łącki (działał na terenie Żar i Szprotawy) i Andrzej Pleszkun, adwokat z Gorzowa. To ciekawszy przypadek. 50-latek oprócz praktyki adwokackiej był mocno zaangażowany w działalność w stowarzyszeniu poznańskich kibiców Wiara Lecha. Pleszkun nie tylko jest wiceszefem tej organizacji, w wielu procesach przed polskimi sądami bronił stadionowych zadymiarzy.

Wziął pieniądze i nic nie zrobił

Dlaczego Pleszkun jest „zawieszony w czynnościach zawodowych”? Chodzi o sprawę pani Jolanty z Barlinka (30 km od Gorzowa) sprzed kilku lat. Wykłócała się ona z gminą o nieruchomość. Chciała założyć urzędnikom sprawę cywilną. Przyszła do Pleszkuna, ten zażyczył sobie 2,5 tys. zł honorarium. Zapłaciła. Adwokat nie tylko nie założył sprawy w sądzie, ale jeszcze informował klientkę o… postępach procesowych nieistniejącej sprawy. Pani Jolanta zreflektowała się jesienią 2009 r. i złożyła skargę do Izby Adwokackiej w Zielonej Górze.

– Wyrokiem sądu dyscyplinarnego z 2010 r. Pleszkun został skazany na rok zawieszenia za nienależyte prowadzenie sprawy klientki – wyjaśnia Błażej Kowalczyk, rzecznik dyscyplinarny Okręgowej Rady Adwokackiej (to organ Izby). – Co równie istotne, ignorował w tej sprawie władze adwokatury. Nie odpisywał na pisma, nie reagował na inne próby kontaktu ze strony izby adwokackiej. Nie ustosunkował się do skargi klientki – mówi rzecznik. Co ciekawe, gdyby tylko odpisał na skargę (nawet odmawiając komentarza), mógłby uniknąć kary. – Nie było dowodów, bo nie było akt sprawy – słyszymy w adwokaturze.

Wyrok lubuskiego sądu kilka miesięcy temu podtrzymał sąd w Warszawie. Pleszkun nie może wykonywać zawodu do końca marca przyszłego roku.

Gorzowski adwokat na wylocie?

Ale to nie wszystko. Jak ustaliliśmy nieoficjalnie, nad Pleszkunem wiszą nieprawomocne orzeczenia o kilkuletnim zawieszeniu, a nawet o… całkowitym wydaleniu z lubuskiej adwokatury. Wydał je w lutym tego roku sąd adwokacki w Zielonej Górze. Tu oprócz nieustannego ignorowania władz Izby dochodzi zarzut niezapłacenia swoich należności sądowych.

Także tym razem poszło o zatarg z jednym z klientów. Pleszkun wziął pieniądze od pani Agnieszki, ale – jak słyszymy w adwokaturze – zaniedbał sprawę. Klientce się to nie spodobało i poszła do gorzowskiego sądu rejonowego. Wygrała. Sąd zdecydował, że Pleszkun musi wypłacić jej… 555 zł. Adwokat unikał jednak swojej wierzycielki od marca 2010 do grudnia 2011 r. Pani Agnieszka poszła w końcu do komornika Ryszarda Króla. Ten próbował ściągnąć od adwokata pieniądze. Bezskutecznie.

– To plama na godności zawodu adwokata – orzekł sąd dyscyplinarny w Zielonej Górze w wyroku z lutego.

Gdy do tego orzeczenia przychyli się sąd działający przy Naczelnej Radzie Adwokackiej w Warszawie, Pleszkun zostanie dożywotnio wydalony z adwokatury i będzie musiał zmienić zawód.

Kancelaria po sąsiedzku z lumpeksem

Jego kancelarię można znaleźć w internecie. Są strony, na których opisany jest jako „adwokat czynny zawodowo”. Adres: Sikorskiego 22 w Gorzowie. Telefon na biurku wyłączony. Przy wejściu do usługowej kamienicy wisi lista najemców. Pośród biur rachunkowych, projektowych, ZAiKS-u i sklepu z odzieżą na wagę także szyld kancelarii. Idziemy na czwarte piętro. Byle kto nie wejdzie, trzeba dzwonić domofonem. Obok kancelarii dwa biura. Otwiera jeden z sąsiadów: – Ciężko go zastać. Co pewien czas ktoś przychodzi i odbija się od drzwi.

Pleszkun prowadzi kancelarię? – pytamy.

– Raczej nie tutaj. Może gdzie indziej ma biuro. Rzadko tu bywa – słyszymy od młodego chłopaka.

Od kilku dni próbowaliśmy się skontaktować z Andrzejem Pleszkunem. Nie odbierał telefonów.

Wyrzucenie z adwokatury to ostateczna ostateczność

Izba Adwokacka w Zielonej Górze skupia adwokatów i aplikantów z całego województwa lubuskiego oraz z Wolsztyna (Wielkopolskie), Myśliborza i Choszczna (Zachodniopomorskie). Słowem: dawne Gorzowskie i Zielonogórskie. W bazie jest 310 adwokatów, czynnie zawód wykonuje 280 (w tym 97 w Zielonej Górze i 70 w Gorzowie). Pozostali to głównie emeryci i prawnicy, którzy sami zrezygnowali z praktyki adwokackiej. Są też tacy, którzy wykonywanie zawodu adwokata muszą sobie odpuścić w wyniku decyzji sądu dyscyplinarnego.

– Mamy wewnętrzną kontrolę. Średnio raz do roku ktoś zostaje wyrzucony z naszej adwokatury, są też zawieszenia. To nie jest środek zapobiegawczy, tylko kara dyscyplinarna – opowiada „Gazecie” Błażej Kowalczyk.

Dlaczego adwokatura zawiesza i wyrzuca? – Wykonujemy zawód zaufania publicznego. Mamy swój kodeks. Ktoś go łamie – nie możemy odpuszczać. Chodzi o dobre imię całego środowiska – podkreśla rzecznik dyscyplinarny lubuskiej adwokatury.

Jak tłumaczy, adwokat musi mocno nabroić, by groziło mu wyrzucenie z adwokatury. – Może być tak, że o wydaleniu przesądzi jedna sprawa i poważne przewinienie – zaznacza Kowalczyk. – Ale zazwyczaj jest to ostateczność i do konieczności wyrzucenia dochodzimy, gdy mówimy o recydywie. Każdy może zbłądzić, to ludzka rzecz. Ale jak ktoś jest nierzetelny raz, drugi, trzeci, to nie mamy wyboru.

gazeta.pl